Zła twarz własności intelektualnej, czyli podwyżka ceny leku o 5000%

W Stanach Zjednoczonych toczy się aktualnie publiczna dyskusja o własności intelektualnej. A dokładniej, o jej bardzo konkretnej twarzy, która przybrała obecnie postać Martina Shkreliego i jego firmy Turing Pharmaceuticals.

Ów biznesmen nabył prawa wyłączne do leku Daraprim (handlowa nazwa pirymetaminy w USA) i służy do leczenia toksoplazmozy, towarzyszącej także innym chorobom, jak AIDS czy niektóre postaci raka. Lek nie jest chroniony żadnym patentem, ani innym prawem wyłącznym. Został wynaleziony w 1953 roku i od tego czasu jest publicznie dostępny. Co było zatem przedmiotem nabycia? Nazwa. Czysty marketing.

Problem w tym, że rynek tego lekarstwa jest tak mały, że w całych Stanach Zjednoczonych istnieje tylko jeden jego producent – jednego leku o nazwie Daraprim. To daje dużą rozpoznawalność, nawet jak powstanie konkurencja, a co za tym idzie – duże możliwości w kształtowaniu cen. Ale też nakłada dużą odpowiedzialność.

Pech chciał, że wspomniany biznesmen skupił się tylko na stronie przychodowej i… zwiększył cenę leku o ponad 5000% w ciągu jednego dnia. Cena jednej tabletki wzrosła tym samym z 13,5 dolarów do 750 dolarów.

Problem nie pojawił się nagle. Jeszcze kilka lat temu cena jednej tabletki oscylowała w granicach 1 dolara, a cena wzrastała z biegiem czasu wraz z przekazywaniem praw do produkcji kolejnym podmiotom, odkąd w 2010 roku praw do nazwy pozbył się GlaxoSmithKline. Winą Shkreliego było więc nie tyle zastosowanie mechanizmu, bo ten istniał, ale zupełnie niekontrolowany wzrost ceny.

Co szczególnie bulwersuje opinię publiczną w Stanach, to wyzywające wręcz zachowanie Shkreliego, który – występując w mediach czy przed rządową komisją, przed którą został wezwany – zbywa pytania o swoje postępowanie lekceważeniem, a reprezentantów rządu nazywając „imbecylami”. Nie kryje przy tym swojego przeświadczenia, że skoro może w ten sposób kształtować ceny, to może tak robić – nie mieszając do swojego postępowania moralności. Cytując Shkreliego: „Kupiłem firmę, która sprzedawała Astona Martina w cenie roweru. Sprzedawanie go po cenie Toyoty nie jest przestępstwem.”

Co dalej? Albo pojawi się nowy producent lub importer leku w Stanach Zjednoczonych (co, z uwagi na materię i procedury administracyjno-kontrolne, może trochę potrwać), albo lek będzie głównie sprzedawany na czarnym rynku. Tym bardziej, że ceny leków generycznych na świecie zaczynają się nawet od kilkudziesięciu centów za tabletkę w Indiach czy Brazylii, a w pobliskiej Kanadzie lek kosztuje ok. 2 dolarów za tabletkę.

Teoretycznie wolny rynek zadziała. Z jednym, małym „ale”. Każdy kto będzie chciał przewieźć lek przez granicę stanie się przestępcą.

Nie jest to historia nowa, czego dowodem obsypany nagrodami „Witaj w klubie” („Dallas Buyers Club”), opowiadający historię Rona Woodroofa, który wobec braku legalnego źródła na lek wspomagający kurację AIDS, przemyca leki na szeroką skalę i udostępnia je innym chorym, przez co szybko staje się obiektem zainteresowania organów ścigania. Rzecz dzieje się w 1985 roku.

Teoretycznie, gdyby podobna sytuacja wydarzyła się w Polsce – a lek był przedmiotem patentu – Urząd Patentowy miałby możliwość udzielenia licencji przymusowej, zgodnie z art. 82 ustawy o prawie własności przemysłowej:

Art. 82
1. Urząd Patentowy może udzielić zezwolenia na korzystanie z opatentowanego wynalazku innej osoby (licencja przymusowa), gdy:
1) jest to konieczne do zapobieżenia lub usunięcia stanu zagrożenia bezpieczeństwa Państwa, w szczególności w dziedzinie obronności, porządku publicznego, ochrony życia i zdrowia ludzkiego oraz ochrony środowiska naturalnego;
2) zostanie stwierdzone, że patent jest nadużywany w rozumieniu art. 68,
(…)

Takie działanie, jak Martina Shkreliego i Turing Pharmaceuticals mogłby zatem wyczerpywać obie wyżej wymienione przesłanki. Licencja taka jest niewyłączna, a Urząd ustala stosowne opłaty licencyjne. Przy takiej presji społecznej, jaka towarzyszy debacie w USA, można się spodziewać, że ze swoich uprawnień Urząd by skorzystał.

Temat jest bezpośrednio związany z zagadnieniem „leków osieroconych” czy „leków sierocych”, o których również pisałem na blogu.

8 myśli na temat “Zła twarz własności intelektualnej, czyli podwyżka ceny leku o 5000%

  1. Z góry przepraszam, że nie na temat ale wątek "WEZWANIE DO ZAPŁATY – KANCELARIA PRAWNA PRO BONO DARIUSZ PUCZYDŁOWSKI (ADW. BARTOSZ WOJDA, ADW. KAMIL KLEMIENIA)" nie wyświetla nowych komentarzy. Licznik pokazuje 215 a wyświetla tylko 200( ostatni komentarz z dnia 27 stycznia)

  2. Rząd mógłby szybko złagodzić procedury administracyjno-kontrolne dla wybranych producentów i pozwolić sprowadzić tanie zamienniki z zagranicy. Żeby nie musieć długo czekać na przejście przez długotrwałą procedurę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *