Tekst porozumienia pomiędzy Bawarią a Polską o przeniesieniu praw do Czerwonych Maków

14 września 2015 roku media obiegła informacja o przekazaniu praw autorskich do Czerwonych Maków Polsce przez Bawarię.

Poniżej pełen tekst zawartego porozumienia, z moim krótkim komentarzem poniżej:

Porozumienie o przeniesieniu praw użytkowania 
utworu muzycznego pt.: „Czerwone maki na Monte Cassino”
pomiędzy
Rzecząpospolitą Polską, reprezentowaną przez Ministra Spraw Zagranicznych RP, Grzegorza Schetynę, którego reprezentuje Podsekretarz Stanu prof. dr hab. Artur Nowak-Far,
dalej określaną jako „Polska”,
i
Krajem Związkowym Bawaria, reprezentowanym przez Ministra Stanu ds. Finansów, Rozwoju Regionalnego i Ojczyzny. dr. Markusa Sodera, posła do Landtagu, którego reprezentuje Sekretarz Stanu Albert Furacker, poseł do Landtagu,
dalej określanym jaka „Bawaria”. 
Strony, uwzględniając postanowienia Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z dnia 17 czerwca 1991 r., zawartego między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec,

oraz

wartość pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino” jako szczególnego dziedzictwa kulturowego Narodu Polskiego,
w duchu polsko-niemieckich relacji partnerskich uzgodniły, że:
1. Bawaria posiadająca prawo użytkowania skomponowanej przez Alfreda Schutza melodii pieśni „Czerwone maki na Monte Cassino” przenosi na Polskę wyłączne i nieograniczone prawo użytkowania na wszystkich znanych oraz obecnie jeszcze nieznanych polach eksploatacji, łącznie z prawem udzielania sublicencji i użytkowania oraz prawem wprowadzania zmian w utworze w myśl §39 niemieckiego prawa autorskiego w odniesieniu do utworu muzycznego pt.: „Czerwone maki na Monte Cassino”. Strony zgodnie stwierdzają, że z chwilą przeniesienia w myśl art. 1 na Polskę przechodzi całość możliwych do przeniesienia praw Bawarii do tego utworu.
2. Strony są zgodne, że wszelkie roszczenia prawne Bawarii do utworu muzycznego pt.: ‚,Czerwone maki na Monte Cassino” zostały tym samym wyczerpane i Strony nie wnoszą wobec siebie nawzajem innych roszczeń wynikających z prawa autorskiego.
3. Niniejsze Porozumienie zawarto zgodnie z prawem niemieckim. Strony są zgodne, że niniejsze Porozumienie po jego podpisaniu nie narusza prawa Polski do dysponowania w przyszłości prawami, wskazanymi w pkt. 1, zgodnie z prawem polskim.
Porozumienie sporządzono w językach polskim i niemieckim i podpisano dnia 14 września 2015 roku w Monachium, przy czym oba teksty mają jednakową moc.
Minister Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej   
Minister Finansów, Rozwoju Regionalnego i Ojczyzny Kraju Związkowego Bawaria
***

 ***
 
Dla polskiego prawnika ten tekst nie brzmi dobrze i może nasuwać wiele wątpliwości. Z tego co mi wiadomo, zdecydowania większość wynika z tłumaczenia niemieckiego tekstu prawnego (samo porozumienie jest poddane prawu niemieckiemu) i faktycznie jest możliwie kompletnym przeniesieniem praw do utworu, jakie było możliwe w tym reżimie prawnym (choć pod polską ustawą stanowiłoby raczej licencję).
Osobiście zrezygnowałbym z użycia pojęcia „użytkowania”, które ma bardzo konkretne znaczenie w polskim prawie i oznacza – obok służebności, zastawu, spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu oraz hipoteki – ograniczone prawo rzeczowe. Jego definicję zawiera art. 252 kodeksu cywilnego – „rzecz można obciążyć prawem do jej używania i do pobierania jej pożytków (użytkowanie).” Często mylnie jest zamiennie stosowane z pojęciem „używania” i ma oznaczać to samo, tj. „korzystanie”, „stosowanie”, które byłyby w tym miejscu bardziej precyzyjne.

Czerwone Maki w Polsce! Sukces!

Ponad rok temu opublikowałem artykuł „Za granie Czerwonych Maków tantiemy pobierze niemiecki rząd w Bawarii, czyli 70 lat od bitwy pod Monte Cassino” o powojennych losach Alfreda Schütza, polskiego kompozytora, autora melodii do „Czerwonych Maków na Monte Cassino” – a także o losach praw autorskich do tego utworu.
fot. Audrey
Moje ustalenia, co do obecnego właściciela praw do tej pieśni, odbiły się echem w mediach. Okazał się nim niemiecki kraj związkowy Bawaria. Na mój apel o pomoc w ściągnięciu praw do Maków do Polski odezwał się między innymi Waldemar Domański, dyrektor Biblioteki Polskiej Piosenki w Krakowie.Wspólnie podjęliśmy starania o pozyskanie praw autorskich do Czerwonych Maków na rzecz Biblioteki Polskiej Piosenki, która docelowo miała „uwolnić” melodię spod praw autorskich, a co za tym idzie – spod obowiązku opłacania tantiem za jej wykonywanie.
W tym celu nawiązaliśmy kontakt z bawarskim rządem, występując z oficjalną prośbą o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy. Innymi słowy – z prośbą o przekazanie praw na Bibliotekę. Pomocą służyła nam Pani Barbara Cöllen z Deutsche Welle, która zbierając materiał do swojego artykułu na temat naszych starań, docierała do kolejnych urzędników Bawarii, cierpliwie tłumacząc im wagę Czerwonych Maków dla Polski i Polaków.
Pomimo wstępnie ogłoszonego sukcesu w lutym 2015 roku, pojawiły się pewne trudności, natury polityczno-administracyjnej, które opisałem w artykule „Rząd RP: Nie zrywać Czerwonych Maków!„, opublikowanym w czerwcu 2015 roku.

Czerwone Maki w Polsce!

Dzisiaj, 14 września 2015 roku, w mediach ukazała się radosna wiadomość. MSZ poinformowało, że zostało podpisane porozumienie przenoszące prawa autorskie do tej pieśni na Polskę. Porozumienie zostało podpisane w Monachium przez podsekretarza stanu w MSZ Artura Nowaka-Fara i sekretarza stanu w Bawarskim Ministerstwie Finansów, Rozwoju Regionalnego i Ojczyzny Alberta Furackera. W uroczystości uczestniczył także Konsul Generalny RP w Monachium Andrzej Osiak.

Czy to koniec historii Czerwonych Maków? Moim celem było „uwolnienie” melodii do domeny publicznej. Jaki cel wyznaczyło sobie Ministerstwo Spraw Zagranicznych – zobaczymy. Niemniej, dobrze że Czerwone Maki są już w domu.

Rząd RP: „Nie zrywać Czerwonych Maków!”

Ponad rok temu opublikowałem artykuł „Za granie Czerwonych Maków tantiemy pobierze niemiecki rząd w Bawarii, czyli 70 lat od bitwy pod Monte Cassino” o powojennych losach Alfreda Schütza, polskiego kompozytora, autora melodii do „Czerwonych Maków na Monte Cassino” – a także o losach praw autorskich do tego utworu.

Najważniejsza z polskich pieśni XX wieku powstała nocą 17/18 maja 1944 roku, tuż przed kluczowym dla bitwy natarciem – Feliks Konarski napisał jej słowa, a Alfred Schütz skomponował muzykę. Czerwone Maki bardzo szybko zajęły poczesne miejsce w polskiej kulturze, stając się niemal drugim hymnem Polski.

Alfred Schütz po wojnie zamieszkał w Monachium, gdzie zmarł 1 października 1999 roku. Bez wsparcia od polskich władz – już wolnej Rzeczypospolitej – z powodu rodzinnej sytuacji finansowej omal nie spoczął w anonimowym grobie. Ostatecznie, Konsulat Generalny RP w Kolonii udostępnił subkonto społecznemu, polonijnemu komitetowi, który przeprowadził zbiórkę na pokrycie kosztów pogrzebu na cmentarzu Ostfriedhof, przy ulicy St. Martin.
Niedługo potem zmarła Veronika Schütz, żona Alfreda. Ponieważ nie mieli oni najbliższej rodziny, spadek po kompozytorze – w tym prawa autorskie do nieprzebranej liczby stworzonych utworów – przejął niemiecki land  Bawaria. Częścią spadku były również prawa do Czerwonych Maków.
fot. Audrey
Moje ustalenia, co do obecnego właściciela praw do tej pieśni, odbiły się echem w mediach, a na mój apel o pomoc w ściągnięciu praw do Maków do Polski odezwał się między innymi Waldemar Domański, dyrektor Biblioteki Polskiej Piosenki w Krakowie.
Wspólnie podjęliśmy starania o pozyskanie praw autorskich do Czerwonych Maków na rzecz Biblioteki Polskiej Piosenki, która docelowo miała „uwolnić” melodię spod praw autorskich, a co za tym idzie – spod obowiązku opłacania tantiem za jej wykonywanie.

W tym celu nawiązaliśmy kontakt z bawarskim rządem, występując z oficjalną prośbą o pomoc w rozwiązaniu tej sprawy. Innymi słowy – z prośbą o przekazanie praw na Bibliotekę. Pomocą służyła nam Pani Barbara Cöllen z Deutsche Welle, która zbierając materiał do swojego artykułu na temat naszych starań, docierała do kolejnych urzędników Bawarii, cierpliwie tłumacząc im wagę Czerwonych Maków dla Polski i Polaków.

Nasze działania zakończyły się sukcesem. W lutym 2015 roku mogliśmy oficjalnie ogłosić – Bawaria zadeklarowała gotowość przekazania praw autorskich do „Czerwonych Maków na Monte Cassino” Polsce. Zaraz potem pojawiło się jednak zastrzeżenie, które wprawiło nas w osłupienie. Przedstawiciele Bawarii poinformowali nas bowiem, że z podobną prośbą zwróciły się także… polskie władze państwowe. W związku z tym – uznając hierarchię władz w Polsce – to rozmowy z rządem mają pierwszeństwo przed rozmowami z administracją samorządową, której emanacją jest Biblioteka Polskiej Piosenki w Krakowie. Strona rządowa natomiast – według relacji urzędnika bawarskiego – stwierdziła, że dla przeniesienia praw autorskich na podmiot polski muszą dopiero powstać stosowne uwarunkowania prawne.
Zdumienie miało kilka powodów. Po pierwsze, przedstawiliśmy gotowe rozwiązanie organizacyjne – wobec woli politycznej strony niemieckiej, wystarczyło doprowadzić do wymiany odpowiednich dokumentów – cała operacja w zamyśle Dyrektora Domańskiego miała mieć należytą oprawę i odbyć się podczas publicznej uroczystości organizowanej przez Bibliotekę. Pod względem prawnym nie ma i nie było żadnych przeszkód, aby podpisać stosowną umowę.
Po drugie, w pamięci miałem odpowiedzi Ministerstwa Spraw Zagranicznych na moje maile w tej sprawie, w których – czarno na białym – MSZ stwierdzał, że obecna sytuacja prawnoautorska Czerwonych Maków to „kwestia natury handlowej”. Do rozwiązania sprawy nie poczuwało się także Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pamiętałem wreszcie przykre doświadczenie zawodu, gdy w kolejnych materiałach czytałem o pozostawieniu Alfreda Schütza i jego rodziny samym sobie. Skąd mogłem przypuszczać, że polski rząd nagle nabierze tempa – i przystąpi do rozwiązywania tej sprawy – nie informując ani mnie, ani Waldemara Domańskiego o podejmowanych równolegle działaniach – choć były one dość szeroko komentowane przez media? Może przyczyniła się do tego podwójna kampania wyborcza w roku 2015?
Ostatecznie – pomijając moje zastrzeżenia – uznałem, że dla sprawy najważniejsze jest jej pozytywne zakończenie. Skoro polski rząd chce działać – niech działa. Minęło jednak prawie pół roku, w tym kolejna rocznica bitwy pod Monte Cassino – a efektu starań polskich urzędników nie widać.
Postanowiłem zatem zasięgnąć informacji u źródła.
Zapytałem MSZ o stan prowadzonych rozmów oraz przewidywany czas ich zakończenia. Zapytałem też, jaki podmiot zamiast Biblioteki Polskiej Piosenki ma stać się dysponentem praw autorskich do Czerwonych Maków.
W odpowiedzi dowiedziałem się, że „rozmowy mają wyłącznie charakter roboczy i są prowadzone przez Konsulat Generalny RP w Monachium” a co do „finalnego wskazania podmiotu, który będzie dysponentem tych praw w Polsce, decyzja w tej kwestii nie leży w gestii MSZ.” Ponieważ jednak rozmowy mają charakter „roboczy”, MSZ odmawia dalszych informacji.
Zapytałem o powyższe Konsulat – po dwóch miesiącach ciszy zostałem skierowany z powrotem do MSZ.
Jaki będzie dalszy los praw autorskich do Czerwonych Maków? Inicjatywa, nazwijmy ją „prywatno – samorządowo – medialna” została skutecznie zablokowana przez stronę rządową. To i tak duży postęp w stosunku do pierwotnego stanowiska o „kwestii natury handlowej”. Mnie on jednak nie satysfakcjonuje.
Czekają nas kolejne 3 miesiące kampanii wyborczej. Dobrze by było, gdyby dała ona jakiś trwały owoc, choćby w postaci takiego sukcesu, jak przekazanie praw autorskich do Czerwonych Maków Polsce i Polakom. Drodzy Rządzący – już tak niewiele zostało do pomyślnego zakończenia naszych starań. Stańcie chociaż z boku, jeśli sami nie chcecie w nich uczestniczyć.

Royalties for playing unofficial national anthem of Poland go to Germany

At night 17/18 of May 1944, Feliks Konarski – one of the soldiers of the Polish army stationing at Monte Cassino in Italy planning an attack during key battle – wrote two stanzas of one of the most important Polish songs – not only of the wartime – but in the history of Poland called Red Poppies on Monte Cassino. The second soldier, Alfred Schütz, the same night composed the music. After winning the battle, in which a total of 923 Polish soldiers were killed and 2931 wounded, was written the third stanza. The last one Konarski wrote 25 years later.

Song was immediately picked up by fighting soldiers. Soon after the battle musical scores for the piano was published in Italy and in August Polish weekly paper from New York published notes and lyrics of the Red Poppies. First scores published in Poland appeared approx. in 1947, but soon after the song was censored. Notes were not available, the public performance was in practice prohibited. Then the song of Red Poppies on Monte Cassino became an unofficial anthem of opposition circles – for the entire duration of the communist regime. Forbidden memory of Polish independence. It was customary that when the band performed this song, the audience stood at attention.

***
Alfred Schütz was born in Ternopil in 1910. He studied law in Lviv, worked in a bank. He was active in the university theater and composed music for the popular radio program. During the war he went to the Polish army in exile (Anders’ Army), with which – along with Feliks Konarski – arrived at Italy. After the war he emigrated to Brazil, in 1961 years lived in Munich, where he died on October 1, 1999.
He died almost completely forgotten, to the last days taking care of sick wife, being in a very difficult financial situation. So difficult that without organized during Culture Days of Polish Catholic Mission in Germany collection, the widow would not even have money for a funeral. She was ready to bury her husband in an anonymous grave – without a nameboard, only with the number. Finally the composer came to rest in the cemetery Ostfriedhof, Street St. Martin, quarter166a.

***

„I wrote in my life over two thousand songs. Among them were funny and sentimental, with sense and without it, good and bad, valuable and bland. Some of them day-to-day became popular – other passed away unnoticed… only one could so quickly break all existing world barriers and boundaries and connect Poles scattered far corners of the earth – Red poppies on Monte Cassino.”
– Feliks Konarski

***

Lech Makowiecki, Polish singer, depicted with details on his blog his fight for the possibility of legal use of Red Poppies for a passage in one of his songs. The battle consisted mainly of an attempt to identify – who has the rights to the music, as Alfred Schütz died in 1999, and his wife – the only heir – five years later. A lawyer working with Lech Makowiecki managed to make contact with a law firm in Munich, which was authorized to manage the property rights. But it was not the owner.

However, this was sufficient reason for the law firm to collect royalties for the use of this patriotic song. This fact received wide coverage in the Polish media. Here – royalties for the performance of the unofficical Polish national anthem, written during the bloody battles with the German army occupying almost the whole Europe – goes to Germany.
Royalties for the performances have to pay anyone who does not use the work under fair use,  this includes military bands, but also the Alexandrov Ensemble which concerts all over the world and has Red Poppies in its repertoire. Royalties have to be paid by any producer of radio or television program about the phenomenon of this song.
But who get royalties, if Alfred Schutz and his wife Veronika were dead? I have found the answer to this question. Art. 1936 of the German Civil Code (BGB) provides that if the deceased did not leave any heirs, all assets are inherited by the land, on which territory deceased last resided. In this case, it is Free State of Bavaria. And in this case it is not only a theoretical situation, but the existing legal status certified by the following court decision:

According to the Munich court March 17, 2011 it is stated that in the absence of heirs of Alfred Schutz wife, all estate is passed to Bavaria. Including the copyright to the tune of Red Poppies.

***
In May 2014 I published the story of my search for the owner of the Red Poppies and invited to cooperation all interested in acqiring those rights by Polish entity and then releasing it into the public domain. The case found its echo in the media, many people expressed their support for the cause. I started cooperation with the Polish Songs Library in Krakow – archiving and digitizating Polish musical works – which sent an official letter to the authorities of Bavaria and proposed redemption of the  rights. However, despite first contact, correspondence has stuck in Bavarian administration and for many months remains unanswered.
After all, I am counting on the positive outcome. However, this case demonstrates a broader problem of the modern copyright law and the long duration of copyright protection which may cover also the works, which are invaluable testimonies of culture and history, and during decades of such protection – paradoxically independently of the will of the creator, as well as the rights holder – its ownership may change suprisingly.

***

„In the world of copyright are known instances where one successful song was able to secure an author for all his further life. Red Poppies did not give me that security – but it gave me a hundred times more. Popularized my humble name – and have themselves become Rosemaries [popular Polish patriotic song of WWI] of the World War II.
Does credit for this go to me?… Probably not. „Red Poppies” are closely related to the heroic deed  of Polish soldier, with one of the most violent and romantic battles fought by him and last as long as lasts memory of this deed, and all those who died at the foot of the monastery mountain true in their service… In the service for the Poland.”
– Feliks Konarski

***
Feliks Konarski quotes in the text translated after: „Red Poppies”, Nasz Dziennik, 18 May 2005.
Author is a Polish lawyer, supporting entrepeneurs and companies conducting business in Poland, mainly in real estate and intellectual property.

***
NOTE ADDED ON SEPTEMBER 29, 2015
***
Over a year ago I published an article about post-war life of Alfred Schutz, Polish composer of „Red poppies on the Monte Cassino” melody – as well as history of the  copyright to the song. I found out who is the current owner of the rights, which turned out to be German state of Bavaria. The case found its echo in the media, many people expressed their support for the cause. I started cooperation with the Polish Songs Library in Krakow. Together we sent an official letter to the authorities of Bavaria and proposed redemption of the rights.
After several months of silence we got positive feedback from Bavarian administration in February 2015. Despite the pre-announced success there have been some difficulties of political-administrative nature, which delayed the outcome for another several months, on September 14th, 2015, Polish Foreign Ministry published joyful announcement that an agreement transferring the copyright to the melody was signed.
The agreement was signed in Consulate General of the Republic of Poland in Munich by authorized representatives of both states:

Za Czerwone Maki tantiemy pobierze niemiecki rząd w Bawarii, czyli 70 lat od bitwy pod Monte Cassino

Nocą 17/18 maja 1944 roku, jeden z żołnierzy 2. Korpusu Sił Zbrojnych Armii gen. Andersa stacjonującego pod Monte Cassino i szykującego się do kluczowego dla bitwy natarcia, Feliks Konarski, napisał dwie zwrotki jednej z najważniejszych polskich pieśni – nie tylko okresu wojennego – ale w całej historii Polski. Drugi z żołnierzy, Alfred Schütz, tej samej nocy skomponował muzykę. Po zwycięskiej bitwie, w której łącznie zginęło 923 polskich żołnierzy, a 2931 zostało rannych, powstała trzecia zwrotka. Ostatnią zwrotkę Konarski dopisał 25 lat później.
Pieśń natychmiast została podchwycona przez walczących żołnierzy. Niedługo potem wydanie nutowe w układzie fortepianowym kompozytora zostało opublikowane we Włoszech nakładem Oddziału Kultury i Prasy 2 Korpusu, a już w sierpniu Tygodnik Polski w Nowym Jorku opublikował nuty i słowa Czerwonych Maków.

Pierwsze opracowanie nutowe wydane w Polsce ukazało się ok. roku 1947. Autorstwo muzyki oznaczono „A. Suito”, czyli pseudonimem Alfreda Schütza – szerzej nieznanym i nieużytym przez autora do oznaczenia tego utworu. W drugim wydaniu pominięto już i nazwisko autora tekstu, i muzyki. W obu wydaniach zmieniono też tekst utworu z „jak ci spod ROKITNY sprzed lat” na „jak ci spod RACŁAWIC sprzed lat”. Niedługo później piosenka znalazła się na indeksie. Nie były dostępne nuty, jej publiczne wykonywanie było w praktyce zakazane. Wówczas pieśń Czerwone Maki spod Monte Cassino stała się swoistym hymnem środowisk niepodległościowych i opozycyjnych – przez cały okres trwania PRL. Zakazanym wspomnieniem niepodległej Polski.

***

Alfred Schütz urodził się w Tarnopolu w 1910 roku. Studiował prawo we Lwowie, pracował w banku. Działał w uniwersyteckim teatrze, a wkrótce potem komponował muzykę do popularnego programu radiowego „Wesoła Lwowska Fala”. W czasie wojny trafił do Armii Andersa, z którą – wraz z Feliksem Konarskim – dotarł do Włoch. Po wojnie wyemigrował do Brazylii, a w 1961 roku zamieszkał w Monachium, gdzie zmarł 1 października 1999 roku.
Zmarł niemal całkowicie zapomniany, zajmując się w ostatnich dniach chorą żoną, będąc w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Tak trudnej, że gdyby nie zorganizowana w czasie Dni Kultury Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech zbiórka wśród Polonii niemieckiej, wdowie nie starczyłoby nawet pieniędzy na pogrzeb. Gotowa była pochować męża pod anonimową płytą bez nazwiska. Jedynie z numerem. Ostatecznie spoczął na cmentarzu Ostfriedhof, przy ulicy St. Martin, kwatera 166a.
Zgodnie z informacjami uzyskanymi przeze mnie z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Konsulat Generalny RP w Kolonii udostępnił subkonto społecznemu komitetowi prowadzącemu zbiórkę na pokrycie kosztów pogrzebu Alfreda Schütza. Sam Konsulat (ani MSZ) subkonta wpłatą nie zasilił.
Na pogrzebie Alfreda Schütza pożegnała konsul Joanna Kozłowska. Trumnę przykryto również biało-czerwoną flagą. Zagrano melodię Czerwonych Maków.

***

„Napisałem w swoim życiu ponad dwa tysiące piosenek. Były wśród nich wesołe i sentymentalne, z sensem i bez sensu, dobre i złe, wartościowe i nijakie. Niektóre z dnia na dzień stawały się piosenkami popularnymi – inne przemijały bez echa… Jedna tylko potrafiła w tak szybkim czasie przełamać wszystkie istniejące na świecie bariery i granice i połączyć rozrzuconych po najdalszych zakątkach ziemi Polaków: piosenka Czerwone maki na Monte Cassino.”

– Feliks Konarski

***

Kilka miesięcy temu, w lutym 2014 roku, media obiegła informacja, że za Czerwone Maki tantiemy popłyną do Niemiec. Tzn. wykonywanie Czerwonych Maków spod Monte Cassino wiąże się z koniecznością odprowadzania tantiem – za pośrednictwem GEMY, polskiego odpowiednika ZAIKSu – do enigmatycznej „niemieckiej kancelarii prawnej z Monachium”. Sam jestem prawnikiem i wydało mi się dziwnym to, że prawa autorskie do piosenki posiada „kancelaria prawna”, choćby i niemiecka, ponieważ nie jest to typowa działalność prawników prowadzących kancelarię.
News, mający swoje źródło w Superstacji, powoływał się przy tym na wypowiedź przedstawiciela Ministerstwa Spraw Zagranicznych (anonimową, bo jak się miałem wkrótce przekonać – wszelkie odpowiedzi z MSZ i Ministerstwa Kultury (!) i Dziedzictwa Narodowego są anonimami i pozostają nimi, pomimo próśb o przedstawienie się), który stwierdził, że „jest to kwestia natury handlowej”. Oczywiście, taka wypowiedź musiała rezonować w mediach.
Moje podejrzenia znalazły potwierdzenie na blogu Lecha Makowieckiego, barda i lidera zespołu Zayazd, gdzie opisał on szczegółowo swoją walkę o możliwość legalnego wykorzystania fragmentu utworu Czerwone Maki w jednym ze swoich utworów. Walka polegała przede wszystkim na próbie ustalenia – komu przysługują prawa do muzyki, skoro Alfred Schütz zmarł w 1999 roku, a jego żona – jedyna spadkobierczyni – pięć lat później. Prawnikowi współpracującemu z Lechem Makowieckim udało się nawiązać kontakt z ową „kancelarią prawną z Monachium”, która była uprawniona do zarządzania prawami majątkowymi. Nie była natomiast ich właścicielem.

Czerwone Maki tantiemy

Był to natomiast wystarczający powód, by do kancelarii trafiały tantiemy z tytułu wykorzystywania Czerwonych Maków. Kto je musi płacić? Każdy, kto nie korzysta z utworu w ramach dozwolonego użytku. Ot, choćby Reprezentacyjny Zespół Artystyczny Wojska Polskiego i orkiestry wojskowe o ile nie wykonują utworu w czasie oficjalnych uroczystości państwowych (i o ile nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych, a wykonawcy nie otrzymują z tego tytułu wynagrodzenia).
Jakiego rzędu są to kwoty? „RZAWP na podstawie umowy z ZAIKSem dokonuje comiesięcznych wpłat ryczałtowych w wysokości 250 zł netto za każdy koncert, która to kwota jest następnie dzielona przez ZAiKS na rzecz autorów i kompozytorów utworów, wykonanych podczas koncertu” – poinformował mnie Mirosław Racewicz, Kierownik Muzyczny Zespołu. „- Czerwone Maki w repertuarze Zespołu zajmują przy tym poczesne miejsce i należą do „żelaznego” kanonu utworów o patriotycznym charakterze.” Lech Makowiecki, aby móc wykorzystać fragment utworu w swoim dziele, umówił się na podział zysków ze sprzedaży 50/50. Tantiemy płaci też Chór Aleksandrowa, mający tę pieśń w swoim repertuarze. Za Czerwone Maki tantiemy musiał zapłacić każdy autor audycji czy programu telewizyjnego opowiadającym o fenomenie tego utworu.
Do kogo jednak trafiają tantiemy, skoro tak Alfred Schütz, jak i jego żona Veronika nie żyją? Udało mi się ustalić odpowiedź na to pytanie. Art. 1936 niemieckiego kodeksu cywilnego (BGB) stanowi, że jeśli zmarły nie pozostawił żadnych spadkobierców, spadek nabywa land, na którego terenie ostatnio zamieszkiwał. W tym przypadku landem tym jest Bawaria. O tym, że nie jest to teoretyczna sytuacja, tylko istniejący stan prawny, zaświadcza poniższe orzeczenie sądu:
Zgodnie z nim monachijski sąd 17 marca 2011 roku stwierdził, że wobec braku ujawnionych spadkobierców żony Alfreda Schütza, wszelkie prawa majątkowe wchodzące w skład spadku przechodzą na Bawarię. W tym prawa autorskie do melodii Czerwonych Maków.

***

Zbierając materiały do tego tekstu, wyobrażałem sobie, że być może uda się doprowadzić do sytuacji, w której prawa autorskie do Czerwonych Maków trafią do Polski. Wyobrażałem sobie, że skoro tylko uda się ustalić właściciela, następnym krokiem może być zainteresowanie tematem osób w Polsce, które sfinansowałyby odkupienie praw. Krokiem ostatnim mogłoby być symboliczne „uwolnienie” Czerwonych Maków, jako części dziedzictwa narodowego i umożliwienie korzystania z nich w sposób pełny, legalny i bezpłatny każdemu zainteresowanemu.

Po ustaleniu właściciela – niemieckiego kraju związkowego Bawaria – sprawy się skomplikowały. Od wielu tygodni moje maile pozostają bez odpowiedzi. Bawarscy urzędnicy milczą. Ja również niewiele potrafię wyjaśnić po niemiecku.
Z drugiej strony, może to jednak ułatwić realizację wyobrażonego sobie przeze mnie scenariusza. „Pałeczkę” musi jednak przejąć ktoś inny – rząd? Któryś z samorządów? Może kandydaci do Europarlamentu, w ramach pozytywnej kampanii wyborczej? A może organizacje pozarządowe? Z pewnością ktoś z większą siłą przebicia i kontaktami w bawarskiej administracji.
Wyobrażam sobie bowiem, że największemu i najbogatszemu landowi niemieckiemu majątek w postaci prawa do melodii popularnej pieśni specjalnie nie służy. Kto wie, może nawet z niego nie korzysta, pozostawiając tantiemy w GEMie. Może zatem, nakłaniając rząd bawarski do aktu dobrej woli, można ostatecznie doprowadzić do „uwolnienia” Czerwonych Maków? Ostatecznie, jeśli padnie z drugiej strony konkretna oferta, rozwiązaniem może być crowdfundingowa zbiórka pieniędzy. Choć nie sądzę, żeby na taki krok politycy niemieccy się zdecydowali.

***

„W świecie autorskim znane są wypadki, kiedy jedna udana piosenka potrafiła zabezpieczyć autora finansowo na całe jego dalsze życie. Czerwone maki nie dały mi tego zabezpieczenia – ale dały mi stokroć więcej. Spopularyzowały moje skromne imię – a same stały się Rozmarynem II wojny światowej.

Czy moja w tym zasługa?… Raczej nie. „Czerwone maki” są ściśle związane z bohaterskim czynem polskiego żołnierza, z jedną z najbardziej krwawych i romantycznych bitew przez niego stoczonych i przetrwają tak długo, jak długo będzie trwała pamięć o tym czynie i o tych wszystkich, którzy legli u stóp góry klasztornej wierni w Jej służbie… W służbie Polski.”

– Feliks Konarski

 ***

Po lutowej publikacji w mediach, wiele osób wyrażało oburzenie lub zdumienie, że pieniądze z tytułu wykonywania w Polsce patriotycznej pieśni, w pewnym okresie niemal drugiego hymnu Polski, powstałej podczas krwawych walk z okupującą wówczas niemal całą Europę armią niemiecką – trafiają do niemieckich prawników. Czy teraz jeszcze bardziej zbulwersuje ich informacja, że pieniądze te nie trafiają do żadnych prawników, ale bezpośrednio do niemieckiej kasy państwowej? Być może.
Mnie jednak najbardziej zbulwersowało w całej sprawie co innego. Podczas pisania tego tekstu, na przestrzeni kilku miesięcy, tak biuro prasowe MSZ, jak i MKDiN, anonimowo zbywało moje (nieliczne) pytania o szczegóły dotyczące praw autorskich do Czerwonych Maków oraz życia kompozytora. Nawet jednak te zdawkowe odpowiedzi budziły we mnie – jako Polaku i obywatelu tego kraju – żal.
Żal, że Moje Państwo nie podołało zadaniu zadbania tak o dziedzictwo narodowe, jak i jego żyjących twórców. Nikt nie czuł się przy tym instytucjonalnie odpowiedzialnym za taki stan rzeczy. Moje pytania do MSZ – jak by nie było – emanacji Państwa Polskiego poza jego granicami, nie przyniosły oczekiwanej przeze mnie odpowiedzi, że odpowiednie służby MSZ podejmowały próby – choćby poznania! – sytuacji życiowej Alfreda Schütza.
W zamian, na moje pytanie, czy znany był w MSZ fakt trudnej sytuacji finansowej kompozytora za jego życia i czy MSZ podejmowało jakiekolwiek kroki w celu zmiany tego stanu rzeczy, otrzymałem odpowiedź, iż „w bazach danych osobowych Konsulatu w Monachium nazwisko Alfred Schütz nie figuruje”, oraz że „Pan Schütz nie zgłaszał się z prośbą o pomoc do MSZ.” A następnie przekazano moje zapytanie „według kompetencji”, czyli do MKDiN. Wcześniej jednak ponownie zapewniono mnie, że „sprawa ta jest obecnie kwestią natury handlowej.” Miało to miejsce już po publikacjach medialnych, zwracających uwagę na niestosowność takiego sformułowania.
Jak łatwo się spodziewać, także MKDiN (anonimowo) uznał się za niewłaściwy w sprawie, ponieważ „nie może ingerować w to, jak twórca zadysponuje swoim utworem, ani też podważać decyzji dotyczących osoby na rzecz której utworem rozporządza.”

Wystarczyło zapłacić za Czerwone Maki tantiemy…

A przecież wystarczyło wypłacić Alfredowi Schützowi należne mu za Czerwone Maki tantiemy za niezliczone wykonywanie tej pieśni. Zaproponować kupno – za godziwą cenę – melodii, przy której setki tysięcy Polaków czuło się Polakami. W każdym zakątku świata. Wystarczyło zrobić tylko tyle. Tylko, że za jego życia.

Ani MSZ, ani MKDiN, ani MON, ani nawet ZAIKS nie posiadał informacji o obecnym właścicielu praw autorskich do muzyki Czerwonych Maków. Wszystkie te instytucje przywoływały mityczną „niemiecką kancelarię prawną”. Mi udało się ustalić go w ciągu kilku miesięcy, pracując wyłącznie po godzinach. Nie oczekuję, że Państwo Polskie będzie posiadało informację o wszystkich dziełach, stanowiących dziedzictwo narodowe. Chciałbym jednak, aby posiadało informację o najważniejszych i monitorowało ich obecny stan prawny. Tym bardziej, że dane właścicieli praw autorskich nie są – mimo wszystko – najtrudniejszymi danymi do ustalenia.

***

„Tygodnik Polski” jest szczęśliwy, że pierwszy w Ameryce może podać swym czytelnikom nuty i słowa nowej piosenki, którą śpiewa teraz cały Drugi Korpus, którą śpiewać będzie całe wojsko polskie, którą śpiewać będziemy wszyscy. (…) Jest ona bohaterska – jak bohaterskie jest nasze wojsko, jest pełna jak ono wiary. Zapamiętajmy sobie nazwiska jej twórców – autora słów Feliksa Konarskiego i muzyki – Alfreda Schütza. Grajmy ją na naszych uroczystościach i śpiewajmy ją wszyscy”.

Tygodnik Polski, 20 sierpnia 1944 roku

***

PS.
Feliks Konarski po zwycięstwie komunistów również wybrał emigrację. Zamieszkał w Londynie. Zmarł w 1991 roku w Chicago i tam został pochowany. Prawa autorskie do tekstu pozostały w Wielkiej Brytanii i do dnia dzisiejszego (jak i przez 50 kolejnych lat) wykonywanie tej pieśni wiązać się będzie z koniecznością odprowadzania tantiem. Do kogo ostatecznie one trafiają? Czy do członków rodziny, spadkobierców Feliksa Konarskiego? A może zasilają budżet którejś z brytyjskich gmin? Nie udało mi się tego ustalić. Stowarzyszenie PRS For Music, brytyjski odpowiednik polskiego ZAiKSu, przez kilka miesięcy – pomimo wielu prób – nie odpowiedział na żadne zadane przeze mnie pytanie.

PS2.

Szersza biografia Alfreda Schütza znajduje się tutaj (P. Lisiewicz, Tutaj kiedyś był mój dom, Nowe Państwo 10 (68)/2011).

PS3.
[Aktualizacja 30.06.2015r.]
CIĄG DALSZY – 1,5 ROKU PÓŹNIEJ


PS4.
SUKCES!
Słowa, tłumaczenie, nuty, chwyty na gitarę, a także wiele innych materiałów związanych z Czerwonymi Makami oraz ich autorami znajdziecie Państwo na stronie autorskiej Pana Romana Antoszewskiego.
Cytaty Feliksa Konarskiego w tekście za: Czerwone maki, Nasz Dziennik z 18 maja 2005 r.

***

Pierwszego zbudziłem Schütza:
– Fredek, wstawaj…
Spojrzał na mnie pół przytomny:
– Co się stało? Wyjazd?
– Nie. Mam piosenkę. Masz zrobić muzykę i to w ciągu pół godziny. Najdalej.
– Człowieku, czyś ty oszalał? O trzeciej w nocy mam ci muzykę pisać? Pali się?
– Żebyś wiedział. Jutro jedziemy na odcinek i piosenka ma być śpiewana.
– A kto się nauczy?
– Wszyscy. Ty pisz, a ja tymczasem sprowadzę tu resztę i poćwiczymy.
Schütz zamrugał czarnymi oczkami i przytrzymując spodnie od piżamy zaczął kręcić się po pokoju w poszukiwaniu nutowego papieru:
– Zwariował. Jak Boga kocham, zwariował. O trzeciej w nocy on robi próbę.
Ale po chwili siedział już przy pianinie i studiował z uwagą tekst.
– Mogę ci dać temat do zwrotki. Wykorzystaj to.
Zabrzdąkałem na pianinie parę taktów jednym palcem.
– Niezłe. Zobaczę.
Zostawiłem go i wyszedłem na ulicę. Campobasso było pogrążone w śnie. Zbudziłem wszystkich kolegów. Nie obeszło się bez miłych epitetów w stosunku do mojej osoby, ale w rezultacie w ciągu dwudziestu minut wszyscy zjawili się u Schütza. Ten miał już muzykę nakreśloną. Naprędce podyktowałem tekst obecnym. Zaczęliśmy próbować. Włosi za ścianą z pewnością byli zdziwieni i wściekli – ale nie mieli odwagi zabrać głosu w sprawie niezwykłej, jak na tę godzinę, próby.
(…)
Schütz tej nocy nie spał w ogóle. Wygładzał muzykę. Zapalił się. Widocznie wyczuł, że „Czerwone maki” staną się czymś więcej, niż zwykłą piosenką…

– Feliks Konarski 

***