Tantiemy za przyjemność oglądania… reklam!?

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 13 kwietnia 2012 roku (I ACa 129/12).

W tej kuriozalnej sprawie „Stowarzyszenie (…) z W.” [w orzeczeniu zostały wykreślone dane pozwalające na identyfikację stron] domagało się zapłaty tantiem od przedsiębiorcy prowadzącego zajazd, uzasadniając że korzysta on z utworów objętych ochroną prawa autorskiego puszczając… reklamy w telewizji.

Bezsporne było w sprawie to, że przedsiębiorca w swojej restauracji miał włączony kanał telewizji informacyjnej. Stowarzyszenie chroniące praw twórców stwierdziło natomiast, że chronione utwory pojawiały się przy okazji reklam w przerwach programu. Właściciel rozpowszechniał je zatem publicznie bez stosownej licencji.

Za wyjątkową łaskawość „Stowarzyszenia (…) z W.” trzeba uznać, że domagało się od przedsiębiorcy wyłącznie dwukrotności wynagrodzenia, które byłoby należne, gdyby została zawarta umowa o korzystanie w zakresie dokonanego naruszenia (zgodnie z art. 79 ust. 1 pkt 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Jeśli bowiem naruszenie jest zawinione – a w tym przypadku, jeśli już uznać że do naruszenia prawa doszło, ewidentnie było – Stowarzyszenie mogło żądać trzykrotności takiego wynagrodzenia.

Niestety, sąd pierwszej instancji przyznał rację Stowarzyszeniu. Ogólna zasada konieczności zapłaty wynagrodzenia za korzystanie z utworu jest ograniczona w art. 24 ust. 2 ustawy, zgodnie z którym posiadacze urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego mogą odbierać nadawane za ich pomocą utwory, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych. Prościej – można włączyć telewizor publicznie, jeśli nie czerpie się z tego korzyści.

Pozwany bronił się na dwa sposoby. Pierwszy, stosowany swego czasu przez fryzjerów, polegał na twierdzeniu (skądinąd słusznym), że do jego lokalu przyjeżdżają podróżni w celu spożycia posiłku, a nie dla słuchania muzyki – i nawet gdyby telewizor wyłączył, liczba klientów nie zmieniłaby się.

Sąd Apelacyjny uznał, że to nie zostało udowodnione przez właściciela lokalu (choć wydaje się, że doświadczenie życiowe sądu powinno być wystarczające; inaczej do sprawy podszedł przy okazji innej sprawy sąd w Kielcach). Tu jednak sąd uznał, że:

Przydrożnych zajazdów jest wiele, [a] telewizor umiejscowiony jest w ten sposób, by oglądali go również klienci i wpływa na ogólny klimat lokalu, który jest przyczyną wyboru przez podróżnego tego, a nie innego zajazdu.

Sąd Apelacyjny przywołał także wyrok Sądu Najwyższego z dnia 28 września 2005 roku (I CK 164/05), w którym SN pośrednio uzależnia uzyskiwanie korzyści majątkowych od powierzchni (!) zakładu, w którym odtwarzane są utwory:

Sytuacje, w których odtwarzanie utworów muzycznych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej nie będzie łączyć się z korzyściami majątkowymi dla odtwarzającego, powstają przede wszystkim wtedy, gdy klienci nie będą poddawani oddziaływaniu odbioru. Może tu chodzić przede wszystkim o małe powierzchnie handlowe, drobne zakłady usługowe, w których odtwarzanie służy zapełnieniu czasu personelowi. Odtwarzanie owych utworów na większych przestrzeniach handlowych, w których klient przebywa dłuższą chwilę, podlegają zakwalifikowaniu jako połączone z korzyściami majątkowymi. Na taką funkcję wskazuje zwłaszcza specjalne rozmieszczenie głośników do odbioru w salach obsługi klienta.

Rewolucji w kwestiach zasadniczych cytowany wyrok zatem nie przynosi. Najwyraźniej jednak, sąd uznał że konieczność zapłaty tantiem za słuchanie piosenek w reklamach, jest przesadą.

O ile bowiem nadawanie ciekawych programów telewizyjnych może wpływać na klientelę i wiązać się z osiąganiem korzyści majątkowych, o tyle nadawanie reklam, czy też oglądanie reklam nie stanowi rzeczy uatrakcyjniającej dany lokal. Powszechnie wiadomą rzeczą jest bowiem to, iż reklamy stanowią źródło finansowania danej stacji radiowej i telewizyjnej i same w sobie (przynajmniej dla większości społeczeństwa) nie są przyczyną oglądalności danej stacji. Jeśli chodzi o odbiór społeczny reklam zaryzykować można nawet twierdzenie, iż są one dla odbiorców niejednokrotnie rzeczą uprzykrzającą i zniechęcającą do oglądania danego programu.

I na tej podstawie powództwo „Stowarzyszenia (…) z W.” oddalił.


Fot. Harper, Alvan S.
Właściciel zajazdu może świętować

Irish Double, czyli jak własność intelektualna pozwala na unikanie podatków

„Dobry prawnik z neseserem jest w stanie ukraść więcej pieniędzy, niż dziesięciu ludzi z pistoletami maszynowymi”
Al Capone, 1931

Takim cytatem rozpoczynał się artykuł profesora New York University, specjalisty od prawa podatkowego, R. Donalda Turlingtona, pod tytułem „The Art of Tax Avoidance” („Sztuka unikania podatków”) z roku 1988. Opisał on międzynarodową strukturę spółek prawa handlowego, które rejestrowane w różnych państwach, wykorzystując lokalne przepisy podatkowe, pozwalały na unikanie płacenia podatku dochodowego przez spółki amerykańskie. Kluczem pozwalającym na jej stosowanie było wykorzystanie prawa własności intelektualnej – w praktyce przede wszystkim praw do znaków towarowych.

Przeniesienie praw do znaku towarowego, z uwagi na jego niematerialny charakter, nie wymaga wiele ponad spisanie umowy. Nie ma zatem przeszkód, aby jednego dnia spółka prawa amerykańskiego sprzedała prawa do znaku towarowego spółce prawa irlandzkiego „X”, spółka prawa irlandzkiego sprzedała licencję spółce prawa holenderskiego, która to spółka sprzedała kolejną licencję drugiej spółce prawa irlandzkiego „G” (ale zarejestrowaną np. na Kajmanach, na co pozwala prawo irlandzkie). Wyżej naszkicowana struktura nazywa się „Irish Double”.

Wówczas przepływy kapitałowe wyglądają w sposób następujący:

Wikimedia, autor: Maxxl2

Konsument w Niemczech płaci za usługę (dajmy na to internetową) spółce prawa irlandzkiego „G”. Spółka ta musiałaby odprowadzić podatek dochodowy, ale – niestety! – ma duże zobowiązania wobec spółki holenderskiej z tytułu wykupionych licencji. Ponoszone w ten sposób przez nią koszty obniżają uzyskany dochód. Także spółka holenderska musiałby zapłacić podatek dochodowy, ale – znów! – musi płacić za licencje spółce irlandzkiej „X”. Ta natomiast – pomimo tego, że jest spółką prawa irlandzkiego i korzysta z udogodnień podatkowych w Unii Europejskiej – w rzeczywistości zarejestrowana jest w raju podatkowym, gdzie podatku dochodowego nie płaci… wcale.

Nie tylko Irlandia

Prawo podatkowe ma to do siebie, że lubi się zmieniać. Także prawo międzynarodowe, bo nie wszystkie państwa są zadowolone z takiego obrotu spraw. Firmy na całym świecie poszukują zatem innych rozwiązań, w innych układach i wykorzystaniem innych przepisów podatkowych, dostosowanych do swoich realiów. Schemat pozostaje zasadniczo ten sam. W Polsce spory rozgłos zyskała spółka LPP S.A., która do swojej struktury podatkowej wykorzystała spółki prawa cypryjskiego oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

LPP nie jest bynajmniej pierwszą, ani ostatnią firmą, która poszukuje takich rozwiązań. Mniej więcej w tym samym czasie, w którym został opublikowany wspomniany na początku artykuł o sztuce unikania podatków, strukturę tę w praktyce wypróbowała – z pozytywnym skutkiem – firma znana z bardzo kreatywnego i innowacyjnego podejścia do swojego biznesu, czyli Apple Inc. Stworzona przez Apple dizajnerska struktura podatkowa pozwoliła na zapłacenie w ostatnich latach na świecie ok. 2% podatku dochodowego rocznie (dla porównania, w Polsce stawka podatku CIT wynosi 19%). Apple doszedł w tym do takiej perfekcji, że pomimo potrojenia (!) zysków, kwota płaconego przez nie podatku dochodowego utrzymała się na tym samym poziomie.

Ponieważ rozwiązanie okazało się tak skuteczne, śladem Apple poszło wiele firm regionalnych (LPP), jak i światowych (za Wikipedią), jak chociażby:

  • Adobe Systems
  • Facebook
  • General Electric
  • Google
  • Johnson & Johnson
  • Microsoft
  • Oracle Corp.
  • Pfizer Inc.
  • Starbucks

Pomimo czterokrotnego wzrostu dochodów spółek amerykańskich od roku 1977, poziom płaconego tam przez nie podatku dochodowego… w zasadzie nie zmienił się. Także dzięki wykorzystaniu międzynarodowych struktur oraz instrumentów typu „Irish Double”.

Nie tylko podatki

Tak długo, jak giganci będą mieli polityczne przyzwolenie na takie praktyki, tak długo inni – choćby po to, aby myśleć o ich dościganiu – będą musieli korzystać z tych samych metod. Ponieważ jednak tracą na tym  gospodarki krajowe, które same mają problemy z płynnością finansową, a konsumenci również stają się coraz bardziej świadomi przy wyborze pochodzenia nabywanych produktów oraz zdają sobie sprawę z wpływu, jaki wywiera to na ich otoczenie, taka organizacja biznesu, która prowadzi do unikania płacenia podatków w kraju pochodzenia, może wkrótce okazać się nieopłacalną. Zarówno pod względem czysto finansowym, jak i marketingowym.

Bywa też tak, że swoją rolę w takim czy innym procederze omijania prawa widzą władze państw. Wspomniana wyżej Irlandia z pewnością jest kluczowym elementem funkcjonowania wielkich korporacji. To właśnie w Dublinie swoje europejskie siedziby mają Facebook, Instagram, WhatsApp, Google, Twitter, Apple, Huawei i wiele innych. Nie może więc dziwić, że rodzi pytania Komisji Europejskiej fakt, że przez dwa lata od wdrożenia RODO, irlandzki organ ochrony danych osobowych nie nałożył żadnej kary na jakikolwiek prywatny podmiot, pomimo ponad 7000 skarg.

Zakazane słowa w Scrabble

To oczywiste, że słowa mają moc. W Scrabble mają ponadto wartość punktową. Nic dziwnego, że media na całym świecie podchwyciły informację o zakazie używania kilkuset słów w tej popularnej grze.

Ograniczyły się jednak (jak to media) do wybicia w tytule [ZAKAZUJĄ SŁÓW] i krótkiej notki, że chodzi o słowa rasistowskie i obelżywe. W tym kontekście nie jest to aż tak szokujące. Ale gdyby dziennikarze zajrzeli do listy słów, które faktycznie wypadły ze słownika graczy – mieliby materiał na jeszcze ciekawszy tekst…

Lista słów zakazanych zawiera w sobie słowa istniejące w powszechnie dostępnych słownikach języka angielskiego. Jednak ze względu na negatywne konotacje lub wulgarny charakter, ich używanie w turniejach Scrabble nie będzie dozwolone. Poza słowami oczywiście wulgarnymi, można tam jednak znaleźć takie słowa, jak JEW (ŻYD), PAPISM (PAPIZM) czy JESUIT (JEZUITA).

Oczywiście, każde z tych słów może być użyte w kontekście negatywnym albo z zamiarem obrażenia kogoś. Ale zdaje się, że ktoś poszedł kilka kroków za daleko… Tym bardziej, że umieszczenie tych słów obok najgorszych wulgaryzmów jest rzeczywiście obraźliwe.

Tym kimś jest NASPA, North American Scrabble Players Association – liczące 10 tysięcy członków stowarzyszenie zrzeszające graczy w Scrabble, organizujące rozgrywki w Stanach Zjednoczonych. Sama decyzja o wyborze słów i usunięcie 236 z nich była jednak konsultowana także z producentem gry, Hasbro.

Co ciekawe, NASPA umieściła listę słów na swojej stronie, ale w sposób właściwy dla fanów gry. Słowa zostały podzielone na kilka – bardzo obrazowych, nomen omen – kategorii oraz podane w formie „rozrzuconych literek” w kolejności alfabetycznej. Można oczywiście poprosić o zwykłą listę, ale – być może nieświadomie – takie ułożenie jest zaproszeniem do innej gry w słowa. Tylko dla dorosłych.

„Letters” by oatsy40 is licensed under CC BY 2.0

Lista słów znajduje się poniżej:

ANATOMIA
aers aeehlors aeehlorss aehloss aehlosss aabdss aabddess aabdesss abbellrstu abbellrsstu abckllos abeillrs abeillsst abeillnsss abeeillnssss abllsy abmooz abmoosz bcklloos bbeioo bdeioos bdooy bbbuy cilt cilst cejnoos cntu cnstu cddeik acddehik acddehiks cdgiikn agooz agoosz egiilrs egiloo egiloos glooy aadhrss aadehrsss aeijssv hjnnoos hjnnooss bmnnstuu bemnnsstuu acdeeehkpr acdeeehkprs ehilopss ehilopsss cghlnos cghlnoss ghlnos ghlnoss effiist effiisst ffisty attw asttw aoowz aooswz eiillw agginnyy agginnsyy

POLITYKA
aabeiorrstu aaborrtuy cmmopsy cmmopssy aefiimnz aefiimnsz bbeilr bbeilrs aaehmrstu aaehmrsstu

PROFANACJA
addegmnost addgmo adddegmmo addggimmno addgmno adddegmnost adddegmno adddeegmnost addggimnno addgmnos addgmos

LUBIEŻNOŚĆ
bbjloow bbjloosw bdeffo bffgino bikno bdeikno bgiiknno biknos acckmnos ccekmnos acceekorst acceekorsst cgimmnu cmsu effgin fgiinsst abfru cfku cdefku cefkru cefkrsu acceffku acceffksu acdefhku acdefhksu cfgiknu cfffkou cfffkosu cfksu cfkpuu cfkpsuu cfiktuw cfikstuw aabiijlt aabiijlst ijms ijmss ijzz eijszz cdfikmnu cdefikmnru cdefikmnrsu cdfikmnsu fmoo fmoos ceefhkmorrtu ceefhkmorrstu cefghikmnortu ahmtu ahmstu eiknoo eiknoos knooy agnnoopt agnnoopst chpstu cdehppstu cghinppstu chpsstu aegghrs aegghrss hpstu dehppstu ghinppstu hpsstu acefkrrstu acefkrrsstu cehklosu cdehklosu cehklossu cghiklnosu aknw adeknw aeknrw aeknrsw agiknnw aknsw

SKATOLOGIA
abhistt abhllstu bhillstu bhillsstu bdehillsttu behillrsttu behillrssttu bghiillnsttu abdmuw abdmsuw ccehhiiknst ccehhiiknsst chinoost chinoosst acepprr acepprrs dhiipst dhiipsst afrt adefrt afginrt afrst beghiost beghiosst ehhiorsst ehhiorssst deemr deemrs deep eeginp ipss deipss eiprss eiprsss eipsss eiiprss eiipssst giinpss ipssy ahst hist abghist abghisst achinst acdehinnst acghiinnnst achinsst ehist ehisst acefhist acdefhist acefhisst adehhist addeehhist adehhisst eehhilst eehhilsst ehhilost ehhilosst ehhiosstu ehhiossstu cehiikkrst cehiikkrsst ehilssst hiilsstt hiilssstt adhilost adhilosst hisst himorsstt himorssstt dehistt ehirstt ehirsstt ehiirstt ehiissttt ehiinssstt eehiinsssstt ghiinstt histty hikorstw hikorsstw drtu drstu

OBRAZA (rasa lub kolor)
oba soba abckru abckrsu cdeloors cdeloorsu chinoost chinoosst adekry adekrsy adeikr adeikrs adkry agginr agginrs gginor gginors aehlo aehlos beeh beehs ehknoy ehknosy ehikno ehiknos hknoy ehknuy ehknsuy ehiknu ehiknsu abgijoo abgijoos almottu aelmosttu almosttu egginr egginrs cehiint cehiinst afoy afosy aceiiinnnps aciinnnpy acceiiinnnps acciinnnpy aceiiiknnnps aciiknnnpy ceiknpy ceiknpsy acehrstvz acehrsstvz acehrstwz acehrsstwz aehrstvz aehrsstvz ikmos ikmoss aqsuw aqssuw demmot ehistwy ehiistw gow gghiosw gosw

OBRAZA (wyznanie lub religia)
adgno adgnos yog gimoy ghiosy eghiosy gosy eijstu ceiijstu aceiijlstu aceiijllstuy eiijmsstu eiijmssstu eeiijrsstu eijrstuy eijsstu ejw deejw egijnw ejsw ainnoppst ainnoppsst aimpps aimppss aippst aciippst aeiipprsst aipprsty aippsst eeehnsy eeehnssy eeehins eeehinss eeghstz achikss achiksss ahikss ahiksss ehikss ehhikss ehhiksss ehiksss hikmostz gimmnot diy disy

OBRAZA (płeć lub seksualność)
cntu cnstu soh agnnoopt agnnoopst

OBRAZA (orientacja seksualna)
bdeikllu bdeikllsu bdeklluy bdekllsuy bbmouy bbmosuy cccekkorsu cccekkorssu deiky dekyy aefggir aefggist aefggiorst afggorty afggoty afggy els belos beloss eelss elz eelszz eeilzz eeilszz elyzz acenn acenns aceinnr aceinns aceinnst acnny efioopr efioopst foops afhoopt afhoopst efooprt efooprst foopy eoopv eoopsv

OBRAZA (tożsamość płciowa)
bcehstu

OBRAZA (narodowość)
bceho bcehos begoorrttt begoorrsttt bhknou bhknosu achlo achlos chloo chloos ccehilu ccehilru ccehilsu ccehilstu adgo adegos adgos ginoz eginosz aaakkn aaakkns eikk eikks cikm cikms eipps eippss acklop acklops eimmop eimmops mmopy aadeghr aadeghrs cips cikps cikpss cipss ikps ikpss denuv densuv abcektw abcekstw opw opsw

OBRAZA (wiek)
bceilmrsu aabdegrry aabdegrrsy abdeegrry abdeegrrsy eiiklnrw eiiklnrsw

OBRAZA (niepełnosprawość)
cipr ciprs apsz apszz aepsszz

OBRAZA (zgodność płci)
cenopy ceinopr ceinopst cnopy aeehlms aeehlmss

OBRAZA (fizyczność)
abdeil afost aefosst afosst

OBRAZA (niezgodne z Kodeksem Postępowania NASPA)
abopwy abopswy abbbu abbbsu adegj adgjo cehiikllsv cehiikllssv cdeeknr cdeeknrs

WULGARYZM
ainpsst ainpssst bchimstu bcehimsstu

Link na FB wystarczy, żeby dostać wyrok [WYBORY]

Podczas kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu jeden z kandydatów na swoim Facebooku zwrócił się do swoich kontrkandydatek: „hej suczki, my znamy wasze sztuczki”. Sprawa pewnie by utonęła w odmętach internetu i archiwaliach politologów śledzących przebieg kampanii wyborczych, gdyby nie to, że autor przeboju „Suczki” pozwał polityka o naruszenie praw autorskich. Rozstrzygnięcie sądu było dość zaskakujące…

Sąd uznał, że umieszczenie na Facebooku odnośnika do materiału naruszającego prawa autorskie, jest naruszeniem praw autorskich. Czytelnicy mojego bloga, jako pierwsi mogli przeczytać obszerne fragmenty uzasadnienia. Sprawa jest z 2011 roku, wyrok z 2013 – ale to nadal ciekawa lektura! Jego najważniejsze tezy znajdą Państwo poniżej.

Ja tylko linkowałem, a w ogóle to nie ja

Linia obrony pozwanego była następująca:

  1. film został zamieszczony bez wiedzy i zgody właściciela profilu;
  2. na profilu FB nie został umieszczony spot, a jedynie odnośnik do niego na Youtube;
  3. pozwany nie był świadomy, że utwór naruszał prawa autorskie, a gdy tylko się dowiedział – usunął link;
  4. samo odesłanie do innej strony internetowej nie narusza prawa.

Faktycznie, gdy tylko sprawa stała się głośna, kandydat usunął odnośnik i wydał oświadczenie:

iż został wychowany w duchu szacunku względem kobiet oraz zagwarantował, że podobne zdarzenie nie będzie miało nigdy miejsca [a] osoba ze sztabu wyborczego, odpowiedzialna za wpis na portalu Facebook, została odsunięta od obowiązków.

Sąd nie dał się jednak przekonać, stwierdzając że:

Klip, rozpoznany przez potencjalnych odbiorców, w tym media, jako element kampanii wyborczej, mający na celu zdyskredytować rywalizujące z Platformą Obywatelską ugrupowanie (PiS), spotkał się z negatywnym odbiorem. Powszechnie uważano, iż jest on obraźliwy dla zaprezentowanych w nim kobiet – młodych kandydatek z listy Prawa i Sprawiedliwości. Zestawienie ich wizerunku i fragmentem piosenki budziło jednoznacznie pejoratywne skojarzenia, co często podkreślano w środkach masowego przekazu. D. D., którego bezpośrednio wiązano ze zmodyfikowanym teledyskiem przestał być w konsekwencji anonimowym, nieznanym szerszemu gronu, liderem młodzieżówki PO. Jego postać, wyniesiona falą powszechnego skandalu, komentowanego szeroko w massmediach, przez krótki okres, była jedną z najczęściej adresowanych w radiu, telewizji, prasie i sieci www.

Korzyść dla kandydata – wobec zasady „nieważne jak mówią, byle mówili” – była więc oczywista. Niestety, odbyło się to kosztem tak dóbr osobistych osób przedstawionych w klipie, jak i samego rapera – autora piosenki. Jak wskazywał on podczas rozprawy:

zwłaszcza w ciągu pierwszych sześciu miesięcy po udostępnieniu na profilu pozwanego linka do klipu, spotykał się z inwektywami ze strony osób, niezadowolonych z wykorzystania oryginalnego utworu „Suczki” do kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej lub ugrupowania politycznego w ogóle.

Co – jako nadwyrężenie jego raperskiego wizerunku – stało się podstawą zasądzenia na jego rzecz zadośćuczynienia.

Prawdomówność – pierwsza cecha polityka

Co ciekawe, oświadczenie niedoszłego posła umieszczone w internecie stało w oczywistej sprzeczności z twierdzeniami prezentowanymi przed sądem. Sąd podkreślił, że jego zeznania:

należało oceniać ze szczególną dozą ostrożności, a to z uwagi na fakt, iż pozwany, wkrótce po wybuchu skandalu z udziałem jego osoby, oświadczył, że członek sztabu wyborczego, odpowiedzialny za wklejenie linku na profilu został odsunięty od wykonywanych zadań, zaś w ramach niniejszego postępowania konsekwentnie zeznawał, że nie wie, kto ów film umieścił. Nie powinno budzić jakichkolwiek wątpliwości, że jedno z ww. oświadczeń nie jest zgodne z prawdą i wygłoszono je intencjonalnie. Nie miało przy tym znaczenia, czy adresatem nieprawdziwej wypowiedzi byli potencjalni wyborcy, czy Sąd orzekający w sprawie.

Rozsądzając istotę sporu, sąd zauważył, że:

Zarówno pozwany, jak i autor wyborczego spotu, a także osoba, która ów klip umieściła w sieci www za pośrednictwem serwisu You Tube nie uzyskali zgody D. G. ani pozostałych członków A. na wykorzystanie ich piosenki lub teledysku do tegoż utworu (niesporne), w celach wyborczych  lub jakichkolwiek innych. Zachowanie D. D. w dniu 21 września 2011r. było zatem czynem zabronionym w rozumieniu art. 415 kc.

Poprzez brak zachowania należytej staranności i nieprzestrzeganie regulaminu usługodawcy, strona pozwana rozpowszechniła fragment utworu „Suczki”, naruszając tym samym prawa autorskie D. G. Działanie to, niezależnie od tego, czy było nacechowane umyślnością, czy też jej brakiem, było zawinione i spowodowało szkodę po stronie powodowej. Istnienie związku pomiędzy tymi dwoma elementami nie budzi jakichkolwiek wątpliwości.

ulotka wyborcza
Ulotka wydana 25 października 1938 r. przez Obywatelski Komitet Wyborczy Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

Regulamin FB obowiązującym prawem

Ciekawe są także odniesienia sądu do warunków używania Facebooka:

To, czy pozwany faktycznie zapoznał się z treścią obowiązującego na stronie Facebook.com regulaminu, czy nie, nie ma jakiegokolwiek znaczenia, choć należy uznać, że każdy racjonalnie myślący uczestnik obrotu czyta postanowienia umowy, którą zamierza zawrzeć. Innymi słowy, każdy aktywny (posiadający w żądanym czasie możliwość korzystania z profilu) użytkownik Facebook musi być traktowany, jako osoba, która zna i akceptuje ów regulamin. Zgodnie z pkt. 2. Regulaminu każdy użytkownik jest właścicielem wszystkich treści i informacji publikowanych przez siebie w serwisie Facebook.

To odważne założenie. Akceptacja regulaminu przez pozwanego doprowadziła sąd do sformułowania tezy, że umieszczając jakiekolwiek treści przez Facebooka – oświadczamy, że jesteśmy ich „właścicielami”. Pokazuje to znaczenie, jakie zyskują normy prawa „prywatnego” – często pomijane przez użytkowników. Na ich podstawie można jednak formułować konkretne zarzuty w sporze sądowym. Wszak zdecydowana większość regulaminów serwisów internetowych mówi o tym, że korzystanie z nich wiąże się z automatycznym składaniem oświadczeń o określonej treści. Na przykład takich, że publikowane materiały są naszego autorstwa, lub że jesteśmy ich „właścicielami”.

Potwierdza to także, jakby ktoś miał do tej pory wątpliwość, że wszelkiego rodzaju łańcuszki o braku zgody na wykorzystywanie zdjęć przez Facebooka, nie są skuteczne.

Linkujesz na Facebooku? Możesz za to odpowiadać!

To jest zdecydowanie clou wyroku, interesujące po wielu latach od jego wydania:

Sąd nie podzielił także poglądu reprezentowanego przez D. D. podług którego to udostępnianie linków do materiałów naruszających prawa autorskie, samo w sobie, nie jest naruszeniem, tychże. A contrario, prowadzenie profilu, zwłaszcza na tak popularnej stronie www, i umieszczanie na niej odnośników, stanowi o istocie rozpowszechniania treści pod nimi dostępnych. (…) Niezależnie od tego, czy spot zmontował i umieścił w sieci pozwany, czy też osoba trzecia, przez to, że D. D. umożliwił niepowołanej osobie wklejenie linku na swój profil, upowszechnił ów spot. Wskutek zaniedbania (…) pozwanego doszło do wysoce skutecznego rozpowszechnienia niezgodnej z prawem autorskim treści. (…)

Co więcej, z uwagi na treść rzeczonego klipu i atmosferę skandalu, generowanej skutecznie przez media, film, lub choćby informacje o jego zawartości dotarły także do osób niekorzystających z komputerów lub sieci www. Bez wątpienia, gdyby nie niedbałość D. D., sprawy nie przybrałyby takiego obrotu. Pozwany skorzystał z naruszenia praw autorskich powoda w znaczeniu takim, że z osoby znanej tylko określonemu kręgowi zaangażowanych politycznie i społecznie osób (nieznanej w powszechnym rozumieniu) stał się postacią rozpoznawalną. To, że łączono go z obcesowym i przedmiotowym traktowaniem kobiet nie wyłącza ewidentnych korzyści, jakie w czasie wyborów niesie nagły i znaczny wzrost popularności, choćby tej o negatywnym oddźwięku.

Od tego czasu kwestia linkowania była oczywiście przedmiotem wielu wyroków, w tym TSUE. I tak, w sprawie GS Media BV z 8 września 2016 r. (C-160/15), Trybunał orzekł, że dla stwierdzenia naruszenia praw autorskich, w pierwszej kolejności trzeba ustalić cel publikacji – zarobkowy lub nie, a także wiedza osoby umieszczającej link o istnieniu naruszenia.

Przy czym, jeśli publikacja ma charakter zarobkowy, to należy domniemywać, że publikujący ma świadomość, że linkowana treść narusza prawo. Więcej – podmiot profesjonalny powinien to zweryfikować, przed odesłaniem do takiej treści. Odnosząc się do korzyści uzyskanych przez kandydata (choć ten sam zaprzeczał, jakoby jakąkolwiek uzyskał) – polski sąd wyprzedził o kilka lat linię zaprezentowaną przez TSUE.

Za post scriptum historii może posłużyć fakt, że niedoszły poseł, który wprowadził w błąd swoich wyborców lub sąd orzekający w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej (co w każdym przypadku ocenić trzeba jednoznacznie nagannie), po całej sprawie uzyskał nominację na doradcę Ministra Administracji i Cyfryzacji.

Tarcza antykryzysowa a tantiemy

Wśród przepisów szeroko dyskutowanych w mediach, składających się na pakiet ustaw w ramach tarczy antykryzysowej, są też takie, które nie stanowią osi sporu politycznego – ale dla wielu przedsiębiorców mogą okazać się ciekawe.

Niestety, nawet takie rozwiązania mogą być przedmiotem sporu z instytucjami odpowiedzialnymi za realizację przepisów, czego przykładem jest pobór wynagrodzeń przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Otóż – przez czas stanu zagrożenia epidemicznego oraz stanu epidemii, czyli od 14 marca do odwołania, z mocy ustawy wstrzymany jest pobór wynagrodzeń przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi oraz opłat abonamentowych. Ponieważ wstrzymanie to następuje z mocy prawa, nie ma potrzeby składania żadnych wniosków do jakiejkolwiek instytucji, czyli OZZy powinny we własnym zakresie rozliczyć nadpłaty, a wpłaty otrzymywane w tym czasie zaliczyć na poczet przyszłych wynagrodzeń lub zwrócić.

O ile dany przedsiębiorca nie prowadzi hotelu czy pensjonatu, nie będą to duże kwoty. Ale wszyscy Ci, którzy mają w swoich lokalach usługowych telewizory czy odtwarzają muzykę, mogą na tym skorzystać.

Wątpliwości…

Niestety, pomimo jednoznacznego brzmienia ustawy, że za cały okres trwania stanu epidemii czy zagrożenia epidemicznego pobór wynagrodzeń jest wstrzymany, pojawiły się na stronach niektórych OZZ interpretacje odmienne – odwołujące się do brzmienia tabeli stawek wynagrodzeń. Faktycznie, można tam przeczytać, że:

dla kontrahentów, którzy wpłacili organizacji wynagrodzenie z góry {bez możliwości zwrotu w przypadku wcześniejszego zakończenia odtwarzania utworów i przedmiotów praw pokrewnych) [stosuje się opusty]:

          • 10% – przy jednorazowej wpłacie za pół roku,
          • 15% – przy jednorazowej wpłacie za rok.

Warto zauważyć, że tabela stawek wynagrodzeń pobieranych przez OZZy, jest aktem niższej rangi niż ustawa. Także sama ustawa, mówiąc o „wstrzymaniu poboru wynagrodzeń”, nie odnosi się do czynności faktycznych, składających się na taki pobór. W oczywisty sposób należy to rozumieć, jako „wynagrodzenie nie jest należne przez czas stanu zagrożenia epidemicznego oraz stanu epidemii”.

Dokładnie o takiej intencji pisał Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wyjaśniając, że z tego „zwolnienia” nie będą korzystały podmioty świadczące usługi na odległość, tłumacząc że:

Rozwiązanie zaproponowane w ustawie jest zgodne z intencją odciążenia przedsiębiorców, którzy w tej chwili mają zmniejszone dochody z uwagi na ograniczenie działalności przy zachowaniu możliwości wsparcia twórców i artystów poprzez zwiększenie reprezentacji polskich utworów na antenach radiowych i telewizyjnych, o co minister kultury i dziedzictwa narodowego apelował w liście do nadawców 18 marca 2020 r.

Stosując dokładnie tę samą logikę, nieracjonalne wydaje się, aby ustawodawca chciał „karać” tych z przedsiębiorców, którzy zapłacili zobowiązania wcześniej – kredytując działalność organizacji zbiorowego zarządzania i biorąc na siebie ryzyko zaprzestania działalności w trakcie kolejnych kilku czy kilkunastu miesięcy.

Warto przy tym zauważyć, że jeszcze przed ogłoszeniem projektu tarczy antykryzysowej, część z OZZów, w tym STOART, ZAiKS i ZPAV, dobrowolnie zadeklarowały nie pobieranie wynagrodzeń od tych przedsiębiorców, których działalność została ograniczona przez rozwój epidemii. Tam także znalazły się zastrzeżenia o nie zwracaniu wynagrodzeń wniesionych z góry – i rzeczywiście, wówczas było to zastrzeżenie mające podstawę prawną. Po wejściu w życie ustawy sytuacja jednak zmieniła się i takie twierdzenia nie mają racji bytu.

angelfire7508, Flickr, CC BY-SA 3.0

Pełne brzmienie przepisów z tarczy antykryzysowej:

W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii, od przedsiębiorców w rozumieniu art. 4 ust. 1 lub 2 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców wstrzymuje się pobieranie:

1) wynagrodzeń dla organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi wynikających z umowy, której przedmiotem jest korzystanie z utworów lub przedmiotów praw pokrewnych lub pobór wynagrodzenia za takie korzystanie, a wynagrodzenia te nie są określane jako wprost zależne od faktycznego przychodu lub dochodu tego podmiotu za świadczenie przez niego usług w danym okresie,

2) opłat abonamentowych, o których mowa w ustawie z dnia 21 kwietnia 2005 r. o opłatach abonamentowych (Dz. U. z 2019 r. poz. 1801 oraz z 2020 r. poz. 383) – jeżeli spełniają oni łącznie warunki określone w ust. 2.

  1. Warunkami skorzystania z wstrzymania poboru wynagrodzeń i opłat, o których mowa w ust. 1 pkt 1 i 2, są:

1) świadczenie przed wejściem w życie niniejszej ustawy przez przedsiębiorcę usług w miejscu, które umożliwia zapoznawanie się przez jego klientów z utworami lub przedmiotami praw pokrewnych;

2) bycie płatnikiem wynagrodzeń i opłat, o których mowa w ust. 1 pkt 1 i 2;

3) uiszczenie wynagrodzeń i opłat, o których mowa w ust. 1 pkt 1 i 2, za okresy rozliczeniowe przypadające przed dniem 8 marca 2020 r.

  1. Przepisy ust. 1 i 2 stosuje się odpowiednio do organizacji pozarządowych w rozumieniu art. 3 ust. 2 ustawy z dnia 24 kwietnia 2003 r. o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie (Dz. U. z 2019 r. poz. 688 i 1570 oraz z 2020 r. poz. 284) i podmiotów wymienionych w art. 3 ust. 3 tej ustawy w zakresie, w którym prowadzą działalność pożytku publicznego