Wyrok za polubienie posta na Facebooku

W Szwajcarii zapadł wyrok za polubienie posta na Facebooku. Chodziło o wiadomość udostępnianą przez inne osoby, a sugerujące że powód – Erwin Kessler, który kliknął „Lubię to!” – jest rasistą, antysemitą i faszystą. Co ciekawe, same zarzuty nie były zupełnie bezpodstawne. Odnosiły się bowiem do wydarzeń sprzed 20 lat, kiedy to Pan Kessler został skazany za dyskryminację rasową.

„Thumbs-up” monthly journal of Army Service Corps, British Library

Ciekawsze jednak jest samo pytanie – czy można skazać kogoś (ew. czy można żądać zadośćuczynienia w procesie cywilnym) za twierdzenia osoby trzeciej, których my sami nie formułujemy – a nawet nie powtarzamy. Pozwany, 45-letni mężczyzna, kliknął bowiem jedynie przycisk „Lubię to!” pod kilkoma postami o analogicznej treści zniesławiającej (sąd ustalił, że samo bycie rasistą 20 lat wcześniej nie upoważnia do formułowania aktualnych ocen, które mogą mieć obraźliwy charakter).

Wyrok za polubienie posta

Szwajcarski sąd zwrócił uwagę, że – po pierwsze, klikanie postów powoduje zwiększenie ich zasięgu. Tj. im więcej ludzi kliknie w post lub w jakikolwiek sposób na niego zareaguje, powoduje że kolejnej wielokrotności użytkowników Facebooka jest on wyświetlany. Po drugie, uzasadnienie skupiło się na samej treści przycisku, czyli „Lubię to!” – co miałby oznaczać akceptację czy afirmację treści znajdujących się w treści samego posta.

Jakkolwiek pierwsze twierdzenie jest prawdziwe – i trzeba się liczyć z takim zarzutem także przed polskim sądem – tak drugie, już niekoniecznie, o czym wie każdy, kto ma konto na popularnym serwisie społecznościowym. Od niedawna Facebook wprowadził kilka nowych opcji wyrażania emocji wobec publikowanych treści, więc argument, że kliknięcie w ikonkę „Lubię to!” ma inne znaczenie, niż ikonka „Wow!” czy „Wrrr”. Nadal jednak to symbol kciuka w górę jest najbardziej popularnym i pojawia się także pod postami dotyczącymi wydarzeń tragicznych czy jednoznacznie negatywnych. Nie sposób jednak przypisać wszystkim tym osobom „lubienia” samego faktu czy opinii, który jest w poście opisywany.

Ważne jest przy tym to, że w opisywanej sprawie pozwany przyznał przed sądem, że z „lajkowanymi” opiniami się zgadzał i chciał, aby zostały one rozpowszechnione. I to w tym właśnie celu podjął określone wyżej kroki.

Odpowiedzialność za Facebooka w Polsce

W związku z tym – szczególnie przy potwierdzeniu przez pozwanego, że zdaje sobie sprawę z działania algorytmu wyświetlania nowych postów na Facebooku, a także celu jaki mu przyświecał – podobny wyrok za polubienie posta jak najbardziej może zapaść w polskim sądzie. Warto pamiętać, że każda czynność w internecie może być interpretowana przez osoby trzecie, choćby było to jedynie „kliknięcie”. Może ono bowiem całkiem realnie oddziaływać na rzeczywistość.

Warto też przypomnieć inne problemy, które mogą czekać „publicystów z Facebooka”, o których pisałem TUTAJ (strona na Facebooku jest „prasą” w rozumieniu ustawy i należy w związku z tym „tytuł prasowy” zarejestrować w sądzie) oraz TUTAJ (samo zamieszczenie linka na Facebooku może powodować odpowiedzialność za treści znajdujące się w odnośniku).

Źródło: Tages Anzeiger

Nazwa usługi lub towaru na fakturze i paragonie

Jak opisać usługę lub towar na fakturze czy paragonie? Każdy przedsiębiorca, który wykonał usługę lub sprzedał towar, musi postawić sobie pytanie – jaka powinna być nazwa usługi na fakturze? Jak zaprogramować kasę fiskalną i jak określić towary na paragonie fiskalnym? Czy musi to być opis szczegółowy? Jeśli tak, to jak bardzo?

Przy prostych usługach lub towarach odpowiedź także jest prosta – „mycie samochodu” czy „wata cukrowa”. Skarbówka akceptuje (czasem) grupowanie produktów jednego rodzaju o tej samej stawce podatku VAT, dzięki czemu nie trzeba wpisywać wszystkich kombinacji (np. wszystkich smaków waty cukrowej).

Czy opis faktury może naruszać tajemnicę przedsiębiorstwa albo tajemnicę lekarską?

Chirurgie: Opération singuliere pratique aux Indes | anoniem
Rijksmuseum

A co, jeśli usługodawca i usługobiorca nie chcą opisywać usługi dokładnie? I nie wynika to z chęci uniknięcia opodatkowania, ale dlatego, że zbyt dokładny opis mógłby ingerować zbyt mocno w prywatność i intymność klienta. Albo stwarzałby realne ryzyko naruszenia jego tajemnicy przedsiębiorstwa (np. bardzo dokładny opis udzielonej porady prawnej czy sporządzonej umowy).

Fiskus najczęściej stoi na stanowisku, że opis (nazwa) na fakturze czy paragonie muszą być dokładne i pozwalać na identyfikację konkretnej usługi czy towaru. Niestety, czasem za urzędem skarbowym staje także Naczelny Sąd Administracyjny, jak w niżej opisanej sprawie (.

O stosowną interpretację podatkową wystąpiła klinika medycyny estetycznej. Wskazała, że zgodnie z §8 z ust. 1 pkt 6 rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 14 marca 2013 r. w sprawie kas rejestrujących na paragonie powinna się znaleźć nazwa towaru lub usługi pozwalające na jednoznaczną ich identyfikację. Dotychczasowe opisy stosowane przez klinikę brzmiały:

  • Konsultacja w zakresie medycyny estetycznej;
  • Zabieg medyczny
  • Zabieg medycyny estetycznej
  • Zabieg kosmetyczny
  • Zabieg chirurgii plastycznej estetycznej, itd.

Klinika wskazywała, że dokładne określanie zakresu usług może narazić pacjenta na ujawnienie tajemnicy lekarskiej osobom nieuprawnionym, a szczegółowe informacje gromadzone są w prowadzonej przez lekarzy dokumentacji medycznej. Tym samym skrótowo określona nazwa usługi na paragonie leży w interesie klientów, nie stwarzając przy tym ryzyka dla Skarbu Państwa, że podatek nie zostanie odprowadzony.

Fiskus nie przychylił się do tej interpretacji, stwierdzając że opis powinien być jednoznaczny. Co ciekawe, wśród argumentów pojawił się taki, że podyktowane jest to troską o pacjentów, którzy mogą w ten sposób kontrolować wykonywane usługi.

Skarga do WSA na interpretację podatkową a nazwa usługi na fakturze

Sprawa ostatecznie trafiła przed NSA, który poparł powyższą argumentację w wyroku I FSK 1687/15 z dnia 18 maja 2017 roku.

Co ciekawe, Wojewódzki Sąd Administracyjny nie był tak rygorystyczny, stwierdzając:

Przepisy podatkowe, w tym ustawa o VAT [nie zawierają definicji pojęcia „nazwa usługi”]. Tym samym uznać należy, iż taki ogólny sposób określenia jednego z koniecznych warunków poprawności informacji zawartej w treści paragonu fiskalnego uznany został przez Ministra Finansów za wystarczający dla potrzeb właściwego ewidencjonowania obrotu i kwot podatku należnego, jak również zapewnienia kontroli prawidłowości rozliczenia podatku. (…)

Podstawą do wyodrębnienia kryteriów oceny prawidłowości paragonów może być cel drukowania nazwy na paragonie fiskalnym. Cel ów określa przepis art. 111 ust. 9 ustawy o VAT z którego wynika, że warunki stosowania kas rejestrujących powinny zapewniać konsumentowi prawo do otrzymania dowodu nabycia towarów lub usług z uwidocznioną kwotą podatku oraz możliwość sprawdzenia przez niego prawidłowości zaewidencjonowania transakcji i wystawiania dowodu potwierdzającego jej wykonanie. (…)

[Skoro] lekarze i tak muszą prowadzić dokumentację medyczną zawierającą szczegółowy zapis wykonanych procedur, w związku z powyższym nie ma więc potrzeby podawania tak szczegółowych danych na paragonie.

 

Post nr 100

Dokładnie 3 lata temu opublikowałem najważniejszy dla mnie tekst na blogu. W 70. rocznicę bitwy pod Monte Cassino opisywałem powojenne losy autora muzyki do „Czerwonych Maków”, Alfreda Schutza, oraz ówczesny stan prawny tej pieśni. Udało mi się ustalić, że prawa do muzyki należały wówczas do niemieckiego landu Bawarii.

Kolejne miesiące poświęciłem pracy na rzecz pozyskania tychże praw przez Bibliotekę Polskiej Piosenki. Ostatecznie – 14 września 2015 roku – prawa autorskie do „Czerwonych Maków” zostały przekazane Polsce.

Wspominam o tym w niniejszym, setnym poście na blogu, bo uznałem, że to dobry przyczynek do podsumowania dotychczasowej działalności dziennikarsko-publicystycznej. Przy okazji połączonej z przeniesieniem bloga na nową platformę oraz uczynieniem z Czerwonych Maków głównego motywu swojej autorskiej strony internetowej.

Jakkolwiek w ostatnich miesiącach mocno ograniczyłem moją aktywność blogową, to sam blog odwiedza codziennie sporo osób, głównie w poszukiwaniu wzorów dokumentów, ale też poszukując informacji na temat konkretnych spraw, które tu opisywałem. Ja także angażuję się w różne inicjatywy „prawnoautorskie”, choć nie zawsze znajduje to odzwierciedlenie w publikowanych postach. Niezmiennie zaś publikuję różne drobnostki na Facebooku.

Nie wiem, jak wygląda średnia klikalności dla blogów prawniczych, ale faktem jest, że od początku nie mogłem narzekać na brak zainteresowania szerszej publiczności. Jednym z pierwszych tekstów tu opublikowanych, był „ZAiKS: Śpiewasz „Sto lat”? Płać!„, rozpropagowany przez Dziennik Internautów. Idący za tym reportaż w głównym wydaniu Faktów TVN i niezliczona ilość przedruków w pozostałych mediach postawiły poprzeczkę od razu bardzo wysoko.

Tekst z DI trafił na główną stronę wykop.pl. Później ta sztuka – już z tekstami bezpośrednio blogowymi – udała mi się jeszcze trzy razy, co jest jakąś miarą popularności internetowej. A z pewnością daje odczuć „efekt wykopu”, czyli nagły skok odwiedzin strony internetowej – w moim przypadku – o kilkadziesiąt tysięcy odsłon za każdym razem. Całkiem nieźle, jak na częstotliwość publikacji i tematykę. Tym bardziej, że teksty te nie dotyczyły spraw zupełnie błahych, nie były najkrótsze i obfitowały w szerokie cytaty z orzeczeń sądowych.

Irish Double, czyli jak własność intelektualna pozwala na unikanie podatków

Tantiemy za przyjemność oglądania… reklam!?

Linkujesz na Facebooku? Możesz za to odpowiadać!

Sporą poczytnością cieszyły się także teksty dotyczące copyright trollingu. Komentarze pod niektórymi z nich stały się forum wymiany aktualności dotyczących poszczególnych postępowań.

Skoro jest to tekst podsumowawczy, warto też wspomnieć o dwóch inicjatywach pozablogowych, ale bezpośrednio związanych z nim tematycznie, czyli wynikającej z przywołanego wyżej copyright trollingu, acz nieudanej próbie dekryminalizacji części naruszeń prawa autorskiego (co stało się przyczynkiem do odniesień także w późniejszych interpelacjach poselskich), a także o niedawnym raporcie o organizacjach zarządzania zbiorowego, do którego lektury (wraz z didaskaliami) zachęcam.

Kończąc, życzę Państwu – mam nadzieję – owocnej i ciekawej lektury, a sobie czasu i chęci do dalszej pracy nad kolejnymi tekstami.

photo by Will Clayton on Flickr

Prince na Spotify wbrew woli artysty, ale po śmierci decyduje wytwórnia Warner

Purple Rain, Little Red Corvete, Kiss, I Wanna Be Your Lover i wiele innych niezapomnianych utworów od dzisiaj na Spotify innych serwisach streamingowych. Udostępnienie nastąpiło w dniu rozdania nagród Grammy, a część samej ceremonii została poświęcona właśnie Prince’owi.
Zgodnie z oświadczeniem Warner Bros. Records, która to wytwórnia posiadała część praw autorskich do twórczości Prince’a (co było przedmiotem wielu interesujących z punktu widzenia prawa autorskiego sporów): „Prince nagrał swoje najbardziej wpływowe i popularne utwory podczas kontraktu z Warner Bros. Jesteśmy świadomi naszej odpowiedzialności, aby chronić i pielęgnować tę niezwykłą spuściznę. Warner Bros. jest zachwycony, że może udostępnić muzykę „Księcia” milionom fanów na całym świecie.”
Przed swoją śmiercią w kwietniu zeszłego roku Prince związał się na wyłączność z serwisem Tidal. Ale ponieważ nie sporządził on testamentu, dalsze decyzje dotyczące wykrozystania praw autorskich były podejmowane przez zarządcę tychże praw, czyli Universal Music Publishing. W listopadzie zarządca pozwał obsługującą Tidal firmę rapera Jay-Z, aby uniemożliwić wyłączne wykorzystanie twórczości Prince’a.
Wytwórnia Warner Bros. Zapowiedziała także, że opublikuje remastering „Purple Rain” oraz niepublikowane utwory, w tym dwa filmy z jego koncertów.
Decyzja wytwórni muzycznych nie ma oczywiście wiele wspólnego ze stanowiskiem artysty, które prezentował za życia. Podczas swojego najgłośniejszego sporu z wytwórnią, Prince występował publicznie z napisem „niewolnik”, a wreszcie zmienił swój pseudonim na – niedający się wyrazić słowami – „symbol miłości”. Ci, którzy chcieli wypowiedzieć się na jego temat zaczęli używać sformułowania „artysta znany wcześniej jako Prince”. W 2014 roku doszło do ugody z Warner Bros., na mocy której Prince odzyskał prawa do swojej muzyki. Ostatnie słowo należy jednak do (nieśmiertelnej) korporacji.

Darmowy zwrot z Allegro InPost nie dla każdego

Od kilku miesięcy Allegro rozwija współpracę z InPost, także oferując „rewolucyjną usługę” o wdzięcznej nazwie Allegro InPost. Jak informuje samo Allegro:

Jest to opcja taniej wysyłki udostępniona przy współpracy Allegro i InPost, którą możesz zaproponować w swoich aukcjach jako jedną z form dostawy. Dzięki temu zaoferujesz swoim klientom bardzo korzystne ceny wysyłki towaru.

Rzeczywiście, połączenie systemów aukcji z paczkomatami pozwoliło, by w rozsądnej cenie móc nadać przesyłkę – bezpośrednio powiązaną z konkretną aukcją. Oznacza to duże ułatwienia dla sprzedających, którzy otrzymują narzędzie do korespondencji seryjnej (wypełnione danymi drugiej strony druki nadania, przyporządkowanie numeru paczki do numeru aukcji itd.).
Oferta ta zawiera także bardzo ważne udogodnienie dla kupujących – i to jest element „rewolucyjności” tej usługi:

Jeśli w swojej aukcji udostępnisz opcję taniej dostawy Allegro InPost, kupujący będzie mógł skorzystać z opcji darmowego zwrotu (pod warunkiem, że w danych konta Allegro masz wpisany polski adres).

Allegro InPost jest dla wszystkich…

Jak się za chwilę Państwo przekonają, nie jest to jedyny warunek. Co przy tym ważne:

Opcję taniej dostawy Allegro InPost możesz udostępnić bez względu na to, czy sprzedajesz jako przedsiębiorca czy osoba prywatna.

Dlaczego to jest kluczowe dla tej usługi? Bo zdecydowanie wpływa na decyzję zakupową klienta.

Źródło i cała grafika: http://blog.2click.pl/darmowy-zwrot-towarow-w-paypal/

Nic więc dziwnego, że Allegro zadbało, aby aukcje  na których dostępna jest taka forma przesyłki, były oznaczone dodatkową, wyróżniającą je spośród innych aukcji, ikonką z wyraźnym dopiskiem DARMOWY ZWROT. Większa sprzedaż dla sprzedawców + większe zaufanie dla kupujących = większe prowizje dla Allegro.

… ale zwrot z Allegro InPost już nie

Czy jednak informacja o zasadach, na jakich funkcjonuje opisana oferta, jest zrozumiała dla przeciętnego użytkownika Allegro? Moim zdaniem nie. A do napisania tego tekstu zainspirowało mnie autentyczne pytanie jednego z klientów (sprzedawcy) – czy muszę przyjąć zwrot z Allegro InPost, jeśli zwraca towar osoba, która korzystając z Allegro InPost kupiła coś na mojej aukcji? Co istotne, ta konkretna sprzedaż odbyła się nie w relacji przedsiębiorca – konsument, tylko w relacji osoba prywatna – osoba prywatna. Innymi słowy, dotyczy każdego, kto – od czasu do czasu – sprzedaje na Allegro swoje prywatne, używane rzeczy.
Tytułem wprowadzenia, opcje zwrotu towaru kupionego przez Internet różnią się w zależności od tego, czy sprzedaż jest prowadzona przez przedsiębiorcę (np. e-sklepy, także poprzez Allegro), czy przez osobę prywatną (tj. nie w ramach działalności gospodarczej, np. sprzedaż używanych rzeczy przez OLX, Gumtree lub… Allegro). W pierwszym przypadku przepisy pozwalają odstąpić od umowy w ciągu 14 dni od otrzymania przedmiotu (z małymi wyjątkami). W drugim takiej opcji co do zasady nie ma. Chyba że, sprzedający sam zaoferuje, że będzie takie zwroty akceptował.
Powyższe dotyczy zwrotu bez podania przyczyny, tj. innego niż wynikającego z wad produktu, niezgodności z opisem itp.

Kto czyta regulaminy?

W związku z wyraźnym opisywaniem ofert z opcją dostawy Allegro InPost, jako zawierających „opcję darmowego zwrotu”, powstaje pytanie – czy sprzedawca nie-przedsiębiorca, informuje w ten sposób potencjalnych kupujących o tym, że przyjmie zwrot zawsze, nawet bez podania przyczyny?
Poszukiwanie odpowiedzi – a jakże – rozpocząłem od regulaminu usługi. §5 ust. 2 regulaminu stwierdza: „Adresat Przesyłki dysponuje prawem zwrotu Przesyłki do Nadawcy”.
Czy to oznacza, że:
a) korzystanie z tej usługi powoduje zmianę przepisów powszechnie obowiązujących w zakresie sprzedaży w ten sposób, że nawet poza obrotem konsumenckim sprzedający ma obowiązek przyjąć zwrot towaru bez podania przyczyny?
czy może raczej:
b) kupujący ma prawo do zlecenia zwrotu przesyłki za darmo, ale w żaden sposób nie wpływa to na sytuację sprzedającego, który może odmówić przyjęcia takiego (darmowego) zwrotu?
Z kontekstu całego postanowienia oraz sformułowania powiedziałbym, że prawdziwą jest opcja „b”. Przede wszystkim dlatego, że nie jest nigdzie – jasno i wyraźnie – sformułowane coś przeciwnego, niż stanowi ustawa. Regulamin w żadnym miejscu nie reguluje praw i obowiązków sprzedającego w zakresie obowiązku przyjęcia takiego zwrotu, a jedynie warunki świadczenia usługi pocztowej. Oczywiście ustawa jest zdecydowanie ważniejsza, niż regulamin nawet najbardziej innowacyjnej firmy. I to jej należy dać pierwszeństwo. Regulamin po prostu przyznaje kupującemu prawo bezkosztowego nadania przesyłki – o ile – porozumie się on (lub wynika to bezpośrednio z przepisów prawa) ze sprzedającym co do samej możliwości zwrotu.

Kto czyta FAQ?

Dla pewności zajrzałem na strony Allegro i InPost. Może swoim klientom wyjaśniają tę kwestię wprost – bez niedomówień?
InPost przewidział w swoim FAQ stosowne pytania, ale odpowiedzi na nie wprowadzają jeszcze większy chaos. Powiem szczerze – najzwyczajniej w świecie ich nie rozumiem. Ale z pewnością nie odpowiadają wprost na zadane pytania.

Usługa Allegro InPost zawiera standardową opcję obsługi zwrotów, która jest wymogiem prawa handlowego.

Pytanie zadane wprost. Odpowiedź mogłaby brzmieć „TAK” lub „NIE”. To byłoby jednak zbyt proste. Brawa dla tego, kto rozszyfruje – o co chodziło InPostowi. Jedynym sensownym rozwiązaniem tej zagadki jak dla mnie, jest to, że InPost wcale nie chciał odpowiedzieć na to pytanie, bo wielu użytkowników Allegro zrezygnowałoby z zakupów wiedząc, że żaden zwrot z Allegro InPost im nie przysługuje.

Tu już ewidentne wprowadzanie w błąd. Oczywiście „do każdej przesyłki można wysłać zwrot”, ale pytanie brzmi „czy zwrot sprzedawca musi przyjąć”. Znowu brak odpowiedzi.

I na koniec „rewolucyjna wisienka”:

Tak. To prawda. Usługi Allegro InPost są w tym zakresie rewolucyjne 🙂

Wyjaśnienia do Allegro InPost

Co o usłudze sygnowanej swoim logo pisze Allegro? Jakkolwiek rozpiska o obowiązkach sprzedającego z uwzględnieniem różnic obrót profesjonalny / prywatny znajduje się na stronach FAQ, ale niestety nie w związku z „rewolucyjną usługą”. Tam sprzedawcy mogą przeczytać:

Jak przebiega zwrot z Allegro InPost?

Jeśli w danych konta na Allegro masz wpisany polski adres i nie upłynęło 14 dni od odebrania przesyłki, kupujący może bezpłatnie odesłać zamówiony towar. Jeżeli skorzysta z tej możliwości, dostaniesz powiadomienie w Twoim Menedżerze Paczek InPost.

Znowu odpowiedź nie wprost. Oczywiście, „kupujący może bezpłatnie odesłać zamówiony towar”, ale sprzedawca – o ile nie jest przedsiębiorcą – wcale nie musi go przyjąć.

Przedstawiłem swoje wątpliwości Allegro i InPostowi – wraz ze swoją wykładnią regulaminu usługi oraz pytaniem, czy – o ile jest ona prawdziwa – informacja na ich stronach internetowych nie powinna być bardziej klarowna, bo może wprowadzać w błąd.

Po miesiącu doczekałem się odpowiedzi tylko z InPost. Odpowiedź – przyznaję – bardzo rzetelną i rozbudowaną, która sprowadza się do stwierdzenia (cytat):

Operator świadczy wyłącznie usługi pocztowe, a tym samym treść stosunku prawnego łączącego sprzedającego z kupującym, jest niezależna od treści umowy o świadczenie usług pocztowych zawartej między nadawcą a operatorem pocztowym w tym znaczeniu, że Operator pocztowy nie ingeruje w przyczynę, treść, składane przez kupującego/sprzedawcę oświadczenia woli i wiedzy złożone na gruncie tej umowy sprzedaży (kupna-sprzedaży), a przyjmuje jedynie oświadczenia woli/wiedzy złożone przez adresata lub nadawcę w związku z wykonywaniem przez Operatora pocztowego umowy o świadczenie usług pocztowych, której przedmiotem co do zasady jest przesyłka zawierająca towar nabyty w ramach wyżej wymienionej umowy sprzedaży (kupna-sprzedaży).

Tym samym wskazany przez Pana zapis z Regulaminu świadczenia usługi „Allegro Paczkomaty InPost” odnoszący się do usługi „darmowy zwrot”, po pierwsze, nie powoduje zmiany przepisów powszechnie obowiązujących w zakresie sprzedaży w ten sposób, że nawet poza obrotem konsumenckim sprzedający ma obowiązek przyjąć zwrot towaru bez podania przyczyny, ponieważ jest to usługa świadczona w ramach umowy o świadczenie usług pocztowych, nie zaś umowy sprzedaży (kupna-sprzedaży), toteż wszelkie składane Operatorowi pocztowemu przez kupującego lub sprzedawcę oświadczenia woli i wiedzy odnoszące się do umowy sprzedaży (kupna-sprzedaży) są dla tego Operatora irrelewantne.

Na koniec

Innymi słowy, sprzedawca nie-przedsiębiorca, nawet jeśli oferuje w ramach opcji dostawy na Allegro usługę Allegro InPost nie musi przyjąć zwrotu towaru bez podania przyczyny. Jeśli zaś przyjmie, kupujący może odesłać towar za darmo – na warunkach określonych usługą. Czy powyższe wynika jasno z informacji prezentowanych przez Allegro oraz InPost na swoich stronach internetowych? Raczej nie. Warto pamiętać o tym w szale przedświątecznych zakupów.

Niestety, pomimo prośby, ani Allegro, ani InPost nie zajęły stanowiska czy informacja, którą prezentują na swoich stronach jest rzetelna. Ocenę pozostawiam klientom wyżej wymienionych.